J e r z y  B i n k o w s k i

Poeta

Najważniejsze publikacje:

  1.  Akord – 1983
  2.  Krzyżowa Droga – 1991
  3.  Wygnanie Boga – 1992
  4.  Głosy z Pustyni – 1993
  5.  W drodze z Damaszku – 1994
  6.  To nieba odblask poraził człowieka – 1997
  7.  Na drugą stronę białych brzóz – 2003
  8.  Żaden człowiek nie ma ścieżek gotowych – 2010
  9.  Kantata Przemienienia – 2013
  10. Totus Tuus – całyM Twój  – 2016

Urodziłem się w Gdyni. Rodzice pochodzą z Wielkopolski. Ani lasy, ani góry mnie nie satysfakcjonują - potrzebuję przestrzeni. Moim największym marzeniem jest doczekać chwili, gdy ludzie mieszkający w mojej ojczyźnie, w Polsce, będą dumni, że żyją w pięknym, wspaniałym kraju i kreują swoje życie w tak tajemniczym języku - języku polskim. Coś jeszcze o mnie? Z pasją zajadam: uwielbiam, gdy mleko ścieka mi po brodzie; ekstatycznie smakują mi dojrzałe figi, jabłka, czereśnie, marchew, gotowane słodkie buraki. Kiedy trenowałem zapasy w stylu klasycznym, nienawidziłem śmierdzącej maty a teraz zapachy się ulotniły a zostały cudowne wspomnienia walki - męskiej i uczciwej rywalizacji. Gdy byłem mały, chciałem zostać księdzem, lekarzem albo pisarzem.

           Piszę o ważnych sprawach, dla których warto szukać słów, które uniosą naszą bezradność wobec Tajemnicy. Jestem rzemieślnikiem w "słowie", którym chcę podbudowywać, tworzyć, strukturalizować własną tożsamość. Kim Jestem?
Mam siedemdziesiąt lat i zmierzch a nie południe jest przede mną. Poezja jest Damą wymagającą wierności a ja spalałem się w relacjach pomocniczych z młodzieżą artystyczną (muzyka, teatr). Szukam "słowa" dla siebie i najczęściej pojawia się w mym sercu i głowie NIC jak BÓG.

Białystok, 2.02.2018 r.                                                                                                                                                                                                                                      Jerzy Binkowski

MOJE PISARSKIE EMOCJE

Mam sześćdziesiąt lat. Moje emocje to ocean. Pulsują. Zmieniają się. Nurkuję. Wydobywam fragmenty przeszłości. Odłamki. Fragmenty budowli. Architekt i nurek.
Pierwsze emocjonalne inspiracje rodziły się w świątyni. Tajemnica łacińskich fraz ministrantury w wykonaniu sześciolatka: Intoibo ad altare Dei; ad Deum qui letificat juventutem mam…Po latach powstaje tom Wygnanie Boga, hołd złożony katolickiemu kapłanowi Edmundowi Binkowskiemu, bratu mego Ojca Hieronima Jerzego Binkowskiego. Wdzięczność kiedyś, a teraz mnóstwo znaków zapytania o sens drogi chrześcijanina, którą zasugerowali mi rodzice i mój stryj. Jest we mnie pokusa ateizmu. Objawia się ona pokorą przyzwalającą na absolutną samotność w poczuciu bezmiaru wszechświata i jego tajemniczej energii trwania ponad (poza) czasem. Jednocześnie wzruszam się ciągle pięknem sztuki sakralnej – architektury, muzyki, liturgii, rytuałów, literatury. Próbowałem modlić się swoimi słowami. Napisałem własną Mszę świętą. Po wielu, wielu latach potrzebnych na „odcedzenie” różnorodnych emocji, w strukturze mszy świętej dostrzegłem estetyczny walor dla poematu.

Kiedy pisałem Wygnanie Boga koncentrowałem się na treści słów, które mogłyby zostać odczytane jako akceptowalne wpisanie się w tradycję (to było dla mnie bardzo ważne) i jednocześnie aby moje słowa wnosiły jakąś odmienną aurę, nastrój. Być może chodziło mi o to, aby połączyć trud wiary i rozpacz samotną? Bez poczucia winy i lęku. Z intuicją miłości miłosiernej? Zanim napisałem poemat, minęła wiele lat. Dystans wobec intensywnie przeżywanych emocji umożliwił mi werbalizowanie ich i odnajdowanie metafor.

SŁOWO, które nie pozwala zapomnieć o podstawowym przesłaniu Chrystusa – MIŁOŚCI – było dla mnie źródłem podstawowych egzystencjalnych inspiracji i wyborów. Jako czternastolatek zakochałem się i od tej chwili każdy epizod fascynacji poznawaną KOBIETĄ, KOBIECOŚCIĄ, owocował pragnieniem zatrzymania owych drgnień serca w poetyckich strofach. Nie napisałem wielu erotyków, jednak pisanie ich poprzedzane było zawsze eksplozją marzeń o jedności, o harmonii, współdziałaniu w uniesieniu i radości. I znowu minęło wiele lat, zanim zamieniłem różnobarwność emocji w poetycką frazę w tomie Na drugą stronę białych brzóz. Tam też poszukiwałem form dla wyrażenia swojej miłości wobec rodziców, żony i jej rodziców.
Najbardziej do mnie samego zbliżył mnie proces pisania poematy Głosy z Pustyni. Podekscytowało mnie wyobrażenie, że potrafię oddać w formie poetyckiej istotę męskości, jej rdzeń stanowiący o mężczyźnie, jego naturze: walka, ekspansja, rywalizacja, samotność, wytrwałość, tęsknota za miłością i skrywana czułość. Chwila olśnienia była wstępem do pomysłu, że umieszczę bohatera lirycznego w czasie historycznym przed narodzeniem Chrystusa, aby ów mężczyzna odnalazł szczęście „na wyciągnięcie ręki”, w konkretnym działaniu, bez pokusy usensowienia życia jakimikolwiek mitami, wierzeniami. Praca nad poematem nastąpiła po trzyletnim pobycie w tak pustynnym kraju, jakim jest Libia. Jednocześnie odkryłem, że Libia jest przebogata w pozostałości architektury rzymskiej. Widziałem olbrzymie miasto - LEPTIS MAGNA oraz mniejsze miasta - SABRATHA, GHADAMES. Gdy odkrywałem Rzym („rzymskość”) – wielkość, rozmach, praktyczność, pracowitość (umiejętność projektowania i organizowania pracy) - emocje były zbyt angażujące, aby pisać. W tamtym czasie nawet nie pomyślałem, że zbieram materiał na poemat. Dopiero po kilku latach sprecyzowałem ideę wspomnianego pomysłu: samotny mężczyzna rozpoznający w działaniu, kim JEST. I pisałem w największym natężeniu uczuć. Byłem skupiony. Dzisiaj skłonny jestem mówić, że był to czas szaleństwa. Mało spałem. Kładłem się na chwilę, aby po kilku minutach zerwać się do biurka i skreślać jeden „obraz”, jedno skojarzenie, jedną myśl. Szperałem po albumach, słownikach, encyklopediach. Kolejny raz przeglądałem zdjęcia, które sam robiłem w piaskach Libii Byłem uniesiony. Miałem wrażenie, że rodzi się coś naprawdę mojego, jedynego. Nie potrzebowałem kawy. Nie piłem jakiegokolwiek alkoholu (nigdy nie piłem alkoholu w trakcie pisania). Aurę dźwiękową stanowiły kompozycje Chrisa Rea, momentami przypominające mi wędrówkę, na wielbłądzie, poprzez pustynne bezdroża Sahary. Byłem szczęśliwy!

W pewnym czasie dostrzegłem wyjątkowość osoby świętego Pawła. MORDERCA I MISTYK. Kwintesencja tajemnicy losów człowieka. Teologia przenoszona swoimi stopami. Nieskończone podróże i rozsiewanie dobrej nowiny o miłości. Ponownie odnalazłem te emocje, które pomagały mi wcześniej podjąć decyzję o zawężeniu aktualnych działań na rzecz pisania. Próbowałem przez kilka miesięcy zbliżyć się swoją wyobraźnią do owej determinacji mężczyzny, który zaufał swemu olśnieniu przed bramami Damaszku. Zająłem się tymi wyobrażonymi ścieżkami, które wiodły od olśnienia – przed Damaszkiem – do oddawania swego życia, krok po kroku, za bramami Damaszku, po NAWRÓCENIU.

Proces Pisania był już spokojniejszy. Wraz z Pawłem uzasadniałem sobie decyzję o zawierzeniu MIŁOŚCI.
Aktualnie tęsknię za tymi dynamizującymi i ożywiającymi emocjami – ciekawości, czy mój świat zainteresuje kogoś, kto powie: „To jest dobra, inspirująca poezja”. Jest cisza.
Jeszcze tylko czasami biorę się na odwagę i piszę sobie o pięknie i dramacie ciszy.

Białystok, 04.06.2009 r.                                                                                                                                                                           Jerzy Binkowski