6 Gru

O wychowywaniu – Język, serce i doberman

„Już dawno, dawno temu, pewien król medytował nad istotą życia, a także nad naturą dobra i zła. Pewnego razu władca rozkaz swemu słudze przynieść najlepsze i najbardziej wartościowe części zwierzęcego organizmu. Sługa, bez szczególnego zastanawiania się przyniósł serce i język. Król długo się w nie wpatrywał, rozważając znaczenie takiego wyboru i następnie zażądał, aby przyniesiono mu najgorsze narządy. Sługa ponownie dostarczył serce i język. Zaskoczony i zdumiony władca zapytał sługę: „Dlaczego przyniosłeś serce i język najpierw jako najlepsze narządy, a później najgorsze?”. – Sługa odpowiedział: „Kiedy uczucia i myśli wypływają z serca i język wyraża prawdę, są to najwartościowsze narządy. Człowiek, który je posiada, czuje się wtedy zdrowy i szczęśliwy. Kiedy jednak ktoś nie chce otwierać swego serca, zaprzeczając prawdziwym uczuciom i jego język wypowiada nieprawdę, oba narządy stają się dla tego człowieka źródłem cierpienia. Fałsz jaki rozsiewa wokół siebie, wypełnia również jego wnętrze i taki człowiek jest wówczas nieszczęśliwy”.

Zastanówmy się przez chwilę, dlaczego spotykamy tak wielu nieszczęśliwych ludzi? Pomyślmy o sobie, o tych, których znamy: z niskim poczuciem własnej wartości, nie umiejących podjąć decyzji, martwiących się drobiazgami, nie potrafiących się odprężyć i zaprzyjaźnić się. Popatrzmy na siebie: agresywnych, upokarzających innych, obojętnych, ignorujących potrzeby swoich najbliższych. Przypomnijmy sobie momenty, kiedy sięgamy po kolejnego „drinka”, papierosa, leki uspokajające? Jak to się dzieje, że spotykamy także ludzi zadowolonych i promiennych, pomimo wielu trudów życiowych?

Korzystając z sugestii zawartej w wyżej przytoczonej przypowieści, zatrzymajmy się na szukaniu związku między sercem, językiem i szczęściem.
Są osoby, które twierdzą, iż szczerość jest ich największą zaletą, więc urzeczywistnienie reguły: ,,Co w sercu to i na języku” jest powodem do dumy. Ich spontaniczność dowodzi, że są naturalni i prawdziwi.

Inni podkreślają, iż serce to nie tylko żywiołowa i rytmiczna siła, ale przede wszystkim – mądrość – sprzyjanie życiu i radość istnienia. Dlatego też dostrzegają konieczność kształtowania tych umiejętności, które radość życia powiększają. I wtedy poczucie rzeczywistości i odrobina wyobraźni zmuszają ich do spostrzeżenia, jak bardzo ważne są kształt i forma słowna przekazu językowego. Tak więc przyjmują, że człowiek w swoim wnętrzu przeżywa wielką różnorodność uczuć i chce wszystkie uczucia nazwać i przekazać, i nie chce dopuścić, aby wypowiadane słowa zabijały, tzn. aby nie poniżały, żeby nie osłabiały wiary w miłość – istotę życia.

Moje doświadczenie rodzica, nauczyciela, psychologa pozwala mi ze spokojem i radością opowiedzieć się za częstym używaniem STOP-u. Im częściej człowiek używa hamulca, tym radośniej przyspiesza, naciskając na gaz wtedy, kiedy jest pewien, że spełnił podstawowe warunki bezpieczeństwa.

Moc słowa i dramaturgia efektów wypowiedzianych słów szczególnie silnie odciskają się w życiu małego dziecka. Ich jasność albo ich cień rzuca się na całe życie.
Dziecko stawia sobie wiele pytań. Być może najważniejsze brzmi: „Kim jestem?”, „Jaki jestem?”. Są to pytania o tożsamość, o samookreślenie, na którym opiera się życie i na tej podstawie człowiek podejmuje najważniejsze życiowe decyzje.

Przypomnijmy sobie zwroty, które często dorośli kierują do dzieci a zaczynają się od słowa „Jesteś:

Jesteś beznadziejny…
Jesteś utrapieniem…
Jesteś niezdarą…
Boże, jesteś nie do zniesienia…
Ty idioto, przestań…
Ty leniwy gówniarzu, dlaczego nigdy nie zrobisz tego co ci każę…
Ty głupku…
Samolub, tępy, potworny, bezmyślny, zawsze się spóźniasz, źle wychowany bezmózgowiec, krzykliwy, bez charakteru, udręczenie, pomyleniec, przyprawiasz matkę o mdłości, zupełnie jak twój ojciec… – i tak bez końca.

Nie twierdzę, że rodzice czy nauczyciele świadomie niszczą wiarę dzieci w miłość. Nie twierdzę, że mają złe intencje. Pragnę jedynie zachęcić do poszukiwania tych form komunikacji, które zbliżać się będą do wyrażania mądrości serca – precyzyjnym i klarownym językiem. I pierwszy krok w tym kierunku jest prosty – wystarczy wstrzymać się przed poniżaniem. STOP myśleniu bez wyobraźni; więcej serdecznego myślenia, więcej serdecznego mówienia. I jeszcze:

„Pewien człowiek zaczął dawać swemu dobermanowi duże dawki tranu, ponieważ powiedziano mu, że jest on dobry dla psów. Codziennie trzymał głowę protestującego psa między kolanami, otwierał mu na siłę szczęki i wlewał płyn do gardła. Pewnego dnia pies wyrwał się i rozlał tran na podłogę. Potem, ku wielkiemu zaskoczeniu mężczyzny, powrócił, żeby wylizać łyżkę. Wtedy to człowiek odkrył, że pies nie protestował przeciwko tranowi. Pies stawiał opór i bronił się przeciwko metodzie aplikowania tranu”.

(Bajki z tomu „Modlitwa żaby” –A. de Mello SJ)