20 Gru

O wychowywaniu – Bogu dzięki za miłość

Jakże często doświadczamy bolesnego uczucia, że wykorzystujemy jedynie niewielką część naszych zdolności, możliwości i talentów, choć drzemie w nas o wiele większa energia i gdyby tylko zmieniły się okoliczności… „gdybym miał pieniądze…, gdybym miał samochód…, gdybym miał dom…, gdyby…”.

 

Niekiedy spotykamy ludzi, którzy żyją jakby w połowie samych siebie i swoich możliwości, przytłoczeni, ogłuszeni i bardzo napięci. Wydaje się, że coś zatrzymuje ich na początku lub w połowie drogi i jakby lękali się postawić kolejny krok. Pełni dobrych intencji, chrześcijanie, a jednak nie w pełni szczęśliwi, radośni i wolni, czyli tacy, którzy wiedzą, iż mają możliwość wyboru dobra. Bywamy różni, niekiedy pełni światła, życzliwości, wielkoduszni i rozsądni, a czasem coś w nas pęka i stajemy się pochmurni, nadęci, lekkomyślni. Zadajemy ból sobie i każdemu komu przytrafiło się nieszczęście przebywania w pobliżu nas. Zdaje się, że nie ma takiego okrucieństwa, perswazji i zbrodni, która nie mogłaby stać się naszym udziałem. Więc czuwajmy, próbujmy wzlatywać.

Soeren Kierkegaard pisze: ,,Chrześcijanie żyją jak gęsi w zagrodzie. Co siódmy dzień odbywa się parada, a najbardziej elokwentny gęsior stojąc na płocie gęga o tym, jak wspaniałe są gęsi, przypomina czyny przodków, którzy mieli odwagę latać i wysławia miłosierdzie Stwórcy, który dał gęsiom skrzydła oraz instynkt latania. Gęsi są głęboko poruszone, z uznaniem kiwają głowami, chwalą kazanie wymownego gęsiora i idą spokojnie na obiad. To też i wszystko. Jednego gęsi nigdy nie czynią – nie latają. Nie zrywają się do lotu, ponieważ ziarno jest smaczne, a zagroda bezpieczna”.
Ten pełen sarkazmu opis jest charakterystyką choroby, którą bywa niemożność „odbicia” się od ziemi i wzbicia się w górę, brak umiejętności latania, bezruch skrzydeł.
Jeśli nie chcemy pozostać na powierzchni zdarzeń, musimy uczyć się kontemplacji. Właśnie kontemplując świat odkrywamy na początku, że pośród wielu sprzecznych i często wykluczających się wzajemnie wartości, obecne są w tym świecie także dobro i piękno. Dla wielu ludzi odkrycie tegoż bywa zaskoczeniem. Faktycznie, jeśliby wierzyć telewizji i gazetom, świat jest dobry jedynie i co najwyżej – w wieczór wigilijny, zaś jego piękno objawia się wyłącznie na pokazach mody i w reklamach. Tymczasem nie jest to prawdą! Wcale tak nie jest.
  
Księga Rodzaju odnotowuje słowa wypowiedziane przy stwarzaniu: „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił było bardzo dobre”. Słowa te zostają potwierdzone w czasie kontemplacji przez nasze najgłębsze, intymne, wewnętrzne doświadczenie. Niektórzy przypuszczają, że być może nasza długa, nigdy nie kończąca się droga do Boga zaczyna się właśnie od zachwytu.
  
Kontemplacja prowadzi jeszcze dalej. Pozwala odkryć podstawową zasadę życia w świecie – MIŁOŚĆ. Nie byłoby radości, delikatności, troskliwości, czułości, ani tym bardziej słów przebaczania i miłosierdzia, gdyby fundamentem świata i jego kardynalną zasadą nie była MIŁOŚĆ. Bogu dzięki, że nie ma takiej krzywdy wyrządzonej przez nas drugiemu człowiekowi, nie ma takiej choroby, ułomności fizycznej lub umysłowej, która nie mogłaby zaprowadzić nas do Boga miłości.
 
Najdoskonalszym wyrazem twórczego dynamizmu życia jest i zawsze pozostanie miłość. Miłość, która zobowiązuje afirmować własne talenty i możliwości, zobowiązuje także uszanować i afirmować możliwości drugiego człowieka nawet, jeśli byłyby one niewielkie. Co więcej, właśnie dlatego, że bywają one niewielkie, zasługują na szczególną afirmację.
Odkrycie dynamizmu miłości w naszym konkretnym życiu, wobec małżonka, dzieci, rodziców i wszystkich spotkanych ludzi,
to zadanie jakie stawia przed nami każde BOŻE NARODZENIE.