27 Mar

Cichot a może zdrada

17283 osób – zachorowało; 322 osoby zmarły.

18751 osób – zachorowało; 355 osób zmarło.

20137 osób – zachorowało; 402 osoby zmarły.

25222 osoby- zachorowały; 457 osób zmarło.

29756 osób – zachorowało; 499 osób zmarło.

32 268 osób – zachorowało; 541 osób zmarło.

Czy zauważyliście Państwo jak komentują te śmiertelne porachunki zarazy moi niedawni przyjaciele z portalu SOLIDARNI 2010? Umieszczają na swoich łamach 47 odcinek pt. Fałszywa pandemia. W najnowszych wydaniach jest jeszcze inny kwiatek intelektualny z „Bździny” – List otwarty: Wolność religijna to fundamentalne prawo chrześcijanina i obywatela”

Mnie również przysługuje prawo do zabrania głosu, przecież jestem wolnym obywatelem i wolność szanującym katolikiem. Żyję w kraju, w którym przynależność do Kościoła Powszechnego jest prawnie strzeżona. Żadne jednak prawo nie obroni nas przed mało myśleniem, słabym dostrzeganiem hierarchii spraw i związków przyczynowo-skutkowych czy źle o nas świadczącym braku umiejętności rozpoznawania  cynicznych manipulacji. Piszę te słowa dbając o formę bardzo dyplomatyczną, wręcz elegancką. Formy języka publicystyki i ulicznego stylu języka ludzi w manifestacjach w czasie pandemii,  upoważniałyby mnie do skorzystania z języka rynsztoku. Wtedy też mógłbym zrezygnować z hamulców, jaki rodzi we mnie wstyd przed bezwstydem. Siłą podstawowego zobowiązania moralnego nie skorzystam ze stylu ulicznych okrzyków i głębi intelektualnej tegoż języka u części członków parlamentu, choć pokusa jest straszna.

Zacznę od zaakcentowania podstawowego faktu: zaraza stała się dramatem nie tylko naszego państwa. Zaraza sieje śmierć na wszystkich kontynentach świata. Znaleźli się jednak ludzie, którzy ponad troskę o życie i zdrowie konkretnych osób – obywateli, eksponują przeróżne pomysły negujące wszystko to, co z szalonym wysiłkiem, sprawnością i ofiarnością dziesiątków tysięcy ludzi ( może i setek tysięcy osób), czyni na rzecz zdrowia i życia Polaków – Rząd Rzeczypospolitej Polskiej. Niewiarygodne, że są ludzie, którzy nie dostrzegają manewru okrążającego polskie – legalnie powołane władze, aby sparaliżować dynamikę działań zapobiegających panoszeniu się zarazy. W czasie wojny takie działania określone byłyby mianem zdrady. Ceną za zdradę na wojnie jest życie. Tym razem nie życie zdrajcy, ale życie tysięcy niewinnych chorych. W perspektywie możemy przewidywać kolejne tysiące zmarłych.

Rząd Rzeczypospolitej Polskiej powołał profesjonalistów, którzy opracowują metody działania, które mają na celu zmniejszenie śmiertelnego rażenia zarazy w polskich obywateli. Najbardziej doświadczone osoby w poszczególnych dziedzinach medycyny, ekonomii, gospodarki, finansów, pracują nad stworzeniem warunków, które mogą zmniejszyć krzywdy i koszta zdarzenia „wojennego”, nieporównywalnego z jakimikolwiek wcześniej poznanymi „zbrodniami” na bezbronnych. Atak jest, jak to na wojnie, wyrafinowany i w założeniu ma kompletnie zaskoczyć. Każde nasze działanie obronne może być określone jedynie słowem – prawdopodobnie; skuteczność ma szerokie parametry: od 95% do 0% Trudno nam się z tym pogodzić, że zwiększenie prawdopodobieństwa skuteczności o 1% albo o 10% ma sens a sens ma, gdy zrezygnujemy z buty i zarozumiałości a włączymy mądrą pokorę. W czasie wojny trzeźwość umysłu, rozsądek połączony z rozwagą ocala życie wielu ludziom, choć i tak śmierć kosi równo.

Na wojnie panuje schemat zarządzania. Najczęściej schemat porządku opiera się na hierarchii. A dostrzegliście, szanowni czytelnicy, kto poczucie hierarchii władzy w czasie zarazy burzy, rozbija? To rozbój! Nie będę wymieniał nazwisk, partii, stowarzyszeń, bo moglibyście pomyśleć, że traktuję Was niepoważnie. Jednak jeden wątek zaznaczę. Grupa młodych zaledwie co rozpoczynających pracę lekarzy grozi strajkiem. „Młodzi lekarze” – to sformułowanie muszę zaznaczyć cudzysłowem, żądają poprawienie warunków pracy i warunków płacy za usługę ratującą życie! Przypomnijmy sobie, że ci „młodzi lekarze” jedynie wtedy akcentują swoje istnienie, gdy istnieje szansa na załatwienie swoich interesów. Nie są w tym aspekcie jedyni.

W moim przekonaniu akcje wszystkich ludzi, stowarzyszeń, partii, sprzeciwiających się uznaniu priorytetów Rządu – ratowaniu życia człowieka i narodowej gospodarki – to działania ludzi pragnących zatopić nawę państwową i dorwać się do władzy lub ponownie zdobyć władzę, na przykład sądowniczą, aby nie dopuścić do dalszej dewastacji stanu ich zasobów bankowych. Władza nad prostym, ciemnym ludem wieśniaczo – katolickim (cóż, że często znakomicie wykształconym), konieczna jest do panowanie a nie służenia. Mamy już sporo doświadczeń w tej materii finansowo-bankowej i ideowo-genderowej. Obłęd poprawności wobec poprawności politycznej tzw. zachodu, jest realnym zagrożeniem także dla katolicyzmu, który niekiedy publicyści nazywają chrześcijaństwem a niekiedy „religijnością zagrodową”.

Ci którzy tego nie rozumieją, że za walką z zarazą i drapieżnym negowaniem dokonań Rządu, kryje się walka na śmierć i życie o władzę dla jaśnie oświeconych liberałów i komunistów, pełnią funkcję „pożytecznych idiotów”.

Na taką rolę się nie godzę. Dlatego rezygnuję z pisania na portalu  solidarni2010.pl. Dziesięć lat temu stowarzyszeniu SOLIDARNI 2010 chodziło o wielką sprawę i dramat narodowy. Teraz dostrzegam w materiałach umieszczanych na tym portalu jakiś okrutnie niepoważny chichot.

                                                                             Jerzy Binkowski

PS W publicystyce mało sprzyjającej Rządowi i nam pisze się o „kolejnych obostrzeniach”. W zwrocie tym kryje się zwyczajne kłamstwo. Obostrzenia kojarzą się zazwyczaj z zabieraniem nam czegoś np. wolności. Czy to nie jest sugestia, że Rząd nam zakazuje czegoś, zabiera? Tymczasem Rząd opracowuje reguły życia społecznego, które zmniejszą prawdopodobieństwo śmierci czy ciężkiej choroby u setek tysięcy osób, między innymi dotyczy to każdego z nas. Sformułowanie reguł może pomóc w sensownym zachowaniu zmniejszającym prawdopodobieństwo zarażenia. To jest najserdeczniejszy dar – rozsiewanie świadomości, że każdy z nas może uczestniczyć w narodowej profilaktyce zarazy.

Obserwuję brak świadomości znaczenia nakładania maseczki na nos i usta. Gestem tym oznajmiamy, innym, że szanujemy każdą, nawet drobną szansę pomniejszenia siły rażenia zarazy. Niekiedy chcę skorzystać z żartu i rozważam, czy podejść i powiedzieć, że założył pan maseczkę jak majtki, ale nie schował pan przyrodzenia.