dziennikarze 1 %Jerzy Binkowski%

Dziennikarze kłamią zawsze – tak mi się wydaje

dziennikarze 1 %Jerzy Binkowski%
foto internet

Wydaje mi się, że manipulacja jest podstawowym życiodajnym chwytem dziennikarstwa. „Życiodojnym” – tak.

 

Gdy jeden z braci Karnowskich (piszę „jeden”, gdyż nie potrafię rozróżnić Jacka od Michała, więc mam poczucie, iż zawsze oglądam jednego Karnowskiego) ogłasza, że Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej jest mało sprawny umysłowo, gdyż wetuje już przygotowane ważne ustawy, a nie zdąży dodać, że „tak mu się wydaje”, lub: „odnoszę wrażenie, że Prezydent popełnił błąd” – taki publicysta ryzykuje, że słowom swoim nadaje znaczenia, których sens te słowa nie są w stanie unieść. Ryzykuje śmieszność. W ten sposób staje się nie tyle zaangażowanym obywatelem, co przede wszystkim agitatorem a więc – tylko manipulatorem. Nie dlatego, że nie ma prawa krytykować Prezydenta, lecz dlatego, że w polemicznej gorączce zapomniał, iż mądrze, uczciwie byłoby powstrzymać się od sugestii, że wszelkie i jedynie prawdziwe są interpretacje jednego z braci Karnowskich. Czy najgłębiej polską rzeczywistość społeczną rozumieją i interpretują bracia Karnowscy? Czy jeden z nich nie powinien być prezydentem, a wtedy wprowadzenie zmian w polskim sądownictwie przebiegłoby szybko i skutecznie? Sprawiedliwie – żeby nie powiedzieć: rewolucyjnie!

Jeżeli jeden z braci Karnowskich, ogromnie zasłużony w pracy na rzecz istnienia mediów niezależnych, sugeruje, iż Prezydent zawetował dwie ustawy, ponieważ chciał się uwolnić od pogardliwego obrazu Adriana, kreowanego w kabarecie, to we mnie wszystko się burzy, gdyż postrzegam tak prymitywne wyjaśnienie, jako pogardę skierowaną nie w stronę kabaretowego Adriana, a w samego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Co się Wam stało? – pytam jednego z braci Karnowskich.

Gdy pani Ewa Stankiewicz nazywa Prezydenta Rzeczypospolitej zdrajcą, ostatni włos na mej łysej głowie staje dęba w zadziwieniu. Skąd ta orzecznicza moc? Skąd taka zarozumiałość oraz pewność w ferowaniu wyroku. W stanie wojny zdrajców się wiesza lub stawia pod ścianą. Co upoważniło znaną i szanowaną osobę do tak drastycznej diagnozy, będącej Pani strasznym skrótem wielce skomplikowanych uwarunkowań? Zmusza Panią Stankiewicz poważny stosunek do prawdy, czy dobrze zrozumiałem? Czyjej prawdy?

Gdy publicyści, dziennikarze, naukowcy, „specjaliści”, dyplomaci, posłowie, działacze społeczni wypowiadają się w jakiejkolwiek sprawie i mówią: „zawsze”, „nigdy”, „wszyscy”, „na pewno”, „jedynie” a nie zdążą dodać: „TAK MI SIĘ WYDAJE” – bądźmy czujni, szczególnie uważni. Ktokolwiek używa w dyskusji uogólnienia, prawdopodobnie zapomniał o szacunku wobec drugiego człowieka. (Tu wspomnę jedynie o zarzucie „populizmu” i osobistym ataku redaktora Łukasza Warzechy na przywódcę ruchu związkowego SOLIDARNOSĆ, domagającego się wraz z pół milionem innych osób wolnych niedziel.) Zastanawiam się, czy nie są to próby zamaskowania braku szacunku do samego siebie?

Nie wymieniam publicystów i dziennikarzy lewicowej strony, gdyż ich uogólnienia sprowadzane do drastycznie ograniczonej perspektywy nienawiści, nie dają szans na włączenie ich „tfurczości” w orbitę czegoś, co można by określać jako dyskusję czy rozumowanie rozpoczęte jakąś hipotezą.

Powiem na koniec, że najbardziej w tych naszych polskich zawirowaniach podoba mi się Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Andrzej Duda potrafi klęknąć w pokorze przed ołtarzem Matki Boskiej (Zakopane, Częstochowa, Gietrzwałd), skrywa głowę w dłoniach i modli się, prawdopodobnie zawierzając swoje decyzje a tym samym losy Ojczyzny – POŚREDNICZCE ŁASK – NIEPOKALANEJ BOŻEJ RODZICIELCE.

Zachowajmy proporcje. Komu ufam?

Jerzy Binkowski

                                     

Similar Posts