23 Lut

Epidemia depresji! To jest absurdalne sformułowanie

Zamieszczam list od naszego czytelnika.

„Zagotowało” się we mnie, gdy usłyszałem z ust miłego i inteligentnego prezentera prowadzącego PANORAMĘ w TVP2, że w Polsce obserwuje się „EPIDEMIĘ DEPRESJI” !!!

Napięty usiadłem do komputera i po pół godzinie „wysiadłem” – nie potrafiłem znaleźć interesującej formy dla wyrażenia myśli. Dlatego piszę jedynie do Ciebie. Jak w krótkim tekście wyjaśnić, że depresja jest poważną chorobą chorego mózgu (którego metabolizm jest zakłócony). Diagnozuje się depresję endogenną i egzogenną. Bez ingerencji farmakologicznej nawet nie rozpocznie się procesu wsparcia psychologicznego.

Zupełnie czym innym jest energochłonne napięcie wewnątrz konkretnej osoby, które uniemożliwia odnajdowanie sposobów na satysfakcjonujące zaspokojenie głęboko osobowych potrzeb konkretnego człowieka.

Prawdopodobnie „depresją” w ujęciu dziennikarzy nazywa się zespół obniżonego nastroju, który przejawia się smutkiem, poczuciem bezradności, płaczliwością, pasywnością, poczuciem małego sensu tego co konkretna osoba robi, obniżonym poczuciem własnej wartości. Ogólnie: osoba w takim nastroju żyje w poczuciu próżni społecznej – samotności. I właśnie o tym chcę krzyczeć! Ludzie – Drodzy, Kochani – smutni ludzie obok nas nie pragną dostać się do szpitala psychiatrycznego, aby sobie pomóc w szpitalu!

Osoby z powyższym zespołem objawów potrzebują drugiego człowieka dla którego pragną być ważni. Pragną być kochani: wysłuchani, zrozumiani, pragną być potrzebni, pragną ciepła duchowego i poczucia bezpieczeństwa w relacji, pragną przytulenia albo czasu dla nich i cierpliwości, żeby mogli się wypłakać lub wykrzyczeć swój ból, wściekłość (którą wyrażają swoją bezradność). Pragną wrócić, gdy minie gniew. Pragną poczuć, że wybacza się im to, iż nie są idealni – że nie są z żurnali mód.

Tak więc ogromna odpowiedzialność za „depresję” w społeczeństwie polskim spoczywa na osobach przyznających się do wiary Bogu – DEKALOGU, jako zobowiązania, które zadeklarowali Rodzice, przynosząc swoje dziecko do Chrztu świętego. Jeżeli jestem katolikiem z przyjętym w sumieniu zobowiązaniem miłości Boga i bliźniego, żyję tak, jak Bóg przykazał: NIE BĘDZIESZ MIAŁ BOGÓW CUDZYCH PRZEDE MNĄ i KOCHAJ BLIŹNIEGO SWEGO JAK SIEBIE SAMEGO. Niewykonalne? Czyżby? Jakie to proste!

Szanuje się ojca i matkę (dziedzictwo). Szanuje się każde życie! Nie pozwala się na zdominowanie wielorakich potrzeb do jedynie pożądania seksualnego, gdyż się wie, że wierność rodzinie jest dobroczynna a niewierność rodzi chaos moralny i krzywdę! Nie kradnij. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. Nie pożądaj żony bliźniego swego – ani żadnej rzeczy, która jego jest.

Boże, wszystko wiemy, którymi niezmiennymi zasadami się kierować w życiu, aby nie tąpnąć w nastroju, gdyż trud, pokonywanie trudności życia to nasza droga ku osobowej Pełni – ku Zbawieniu.

Tymczasem mass-media tworzą aurę absolutnie obowiązującego prawa do nieustannego zadowolenia i zupełnie lekkiego szczęścia! Nie ma Tak. Szczęście jest ciężkie! Lekko prowadząc się, omijamy wyżej wymienione zasady. Dlatego nie dajmy się omamić. Nie oszukujmy samych siebie. Swoim życiem świadczmy wysiłek przynależności do Jezusa a tym samym nie opuszczajmy smutnych, których spotykamy w swej codzienności. Nie mówmy o epidemii depresji. Paradoksalnie, czuwając i pomagając, podnosimy poczucie własnej wartości – osobie, której pomagamy i sobie. Czyż nie?

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o