23 Sie

Erotyka uporządkowana i życie normalne

Szczęślwa rodzina

Seks (płeć) wyznacza miejsce w życiu społecznym. Rozmemłanie, nijakość relacji do swego seksu powoduje nijakość relacji społecznych. Z kim mam do czynienia? Tak, wiem, że jestem mężczyzną.

Wystarczy spojrzeć w lustro. Nawet nie muszę się rozbierać. Łysa głowa informuje o niezłym wyposażeniu w testosteron. Aby się upewnić, czy mam szanse na tzw. zmianę płci, przyglądam się dłoniom jak łopaty, stopom jak podolski złodziej, szerokim barom i słyszę wyraźnie męską barwę głosu. A dodatkowo pamiętam, że potrafię wrzasnąć: mógłbym być kapralem prowadzącym żołnierzy do boju z bolszewikami. Nie, nie – nie mam szans, ani ochoty, na zmianę płci, poprzez zabiegi medyczne na moich męskich atrybutach. Musiałbym zmienić swoją duszę.

Istotą męskości, którą cenię w sobie najbardziej jest poczucie, że jestem Polakiem. Moja męskość, której formy kształtowałem w kolejnych fazach życia, sprowadzała się do nieustannego pytania, czy wystarczająco jestem już Polakiem. Może to echo wychowania w rodzinie o profilu narodowym? Poznańskie regiony moich rodziców żyły pod dominacją niemiecką. Należało się dookreślić. Jestem Polakiem.

Karola Wojtyłę poznałem mając 19 lat i zawsze był on w moim odbiorze mężczyzną, Polakiem, który zadziwiająco często klęczał przed Bogiem ukrytym w „małej izdebce”, w tabernakulum. Prostota i pokora. Natomiast Rektor mojej uczelni – ksiądz profesor Wincenty Granat był mężczyzną cichym i odważnym. To jedyny w Polsce Rektor wyższej uczelni, który w latach sześćdziesiątych, przy barbarzyńskiej wszechmocy Służby Bezpieczeństwa i „nie zawisłego” jeszcze wtedy Sądu, obronił studentów przez żądaniami relegacji, karnego wyrzucenia z Uczelni, w roku 1968. To było ojcostwo i odpowiedzialność – w pełnej krasie. Kolejnym mężczyzną, którego obecność zaważyła na moim życiu, to profesor Jerzy Strojnowski – psychoterapeuta. Ojciec ośmiorga dzieci. Jakaż pracowitość, jaka naukowa potęga. Światowość. I surowość, albo trafniej nazwę Jego cechę: sprawiedliwość. Nie warto było przychodzić na egzamin do Profesora, będąc z lekka tylko przygotowanym w kwestiach funkcjonowania centralnego układu nerwowego.

Jako jego uczeń twierdzę, że opinia o genezie homoseksulizmu jako efekcie dziedziczenia i bezwzględnej determinanty genowej, biologicznej, jest wielce nienaukowa. Jako ten, który został „uwiedziony” przez prawdziwych mężczyzn, jestem dowodem na wpływ „uwiedzenia” na  życie osobiste. Pasja twórczości, cechy odwagi, pokory, religijności nie były zupełnie niezależnym moim wyborem. Chciałem dorównać swoim Mistrzom. Chciałem służyć ojczyźnie, Polsce, swoimi talentami, rzetelnością i pracowitością. Zafascynowali mnie stylem życia – życia moralnie uporządkowanego.

W ogromnym stopniu homoseksualizm współczesny ma swoje początki w uwiedzeniu przez osoby prowadzące życie w sposób nieuporządkowany. Wydaje się, że młodzi ludzie dzisiaj, częściej spotkają na swej drodze „przyjemnościowców, niż to było pół wieku temu”! Trudno jest młodym prawie mężczyznom odmówić oferty przekraczania granic moralnych, gdy mówi się, że WOLNOŚĆ PRZEDE WSZYSTKIM i CZŁOWIEK MA PRAWO DO WSZYSTKIEGO, BO DO WSZYSTKIEGO MA PRAWO. Z taką „głębią” intelektualną, filozoficzną spotykać się może dzisiejszy uczeń liceum, czy innej szkoły średniej, a może i podstawowej.

Śmieszne byłoby, gdyby moje słowa, które zaraz zaprezentuję, odebrane zostały jako pogróżka. Moje słowa są jedynie informacją, że nasze wybory zawsze rodzą konsekwencje. Są one mniej drastyczne, gdy  młody kandydat na mężczyznę zgrzeszył, ale na szczęście szybko wycofał się z błędnych form realizacji swojej „wolności”. Wynika to z prostego rachunku prawdopodobieństwa. Mniej kontaktów seksualnych spełnianych w relacji homoseksualnej, zmniejsza „szansę” na jedną z tragicznych konsekwencji: AIDS. Jednak „wolność” zamyka oczy, gdyż formy homoseksualne prawdopodobnie są jeszcze bardziej podniecające, gdyż są takie inne, takie nowoczesne, aż dech zapiera. I zupełnie nie kościółkowe. Być może i rodzi się uczucie bohaterstwa? Pełne wyzwolenie! Pozatem usłyszałem: „Dzisiaj, proszę pana, AIDS już się leczy; już nie ma śmiertelnego zagrożenia!” Aż trudno komentować taki komentarz.

Innym problemem jest wczesne podejmowanie życia seksualnego i z tego powodu pojawienie się bakterii „chlamydia”. Pojawia się ona, ta bakteria, u dziecka – dziewczyny, której organizm nie ma jeszcze odporności na – nazwijmy tak, ciała obce. Odporność taka pojawia się naturalnie około 20 roku życia. Profesor Fijałkowski twierdził, że obecność chlamydii w sposób istotny utrudnia zaistnienie ciąży. Popatrzmy dookoła, z jakimi kłopotami współczesne panie zachodzą w ciążę.

Wczesne podejmowanie aktywności seksualnej poszerza możliwość zwiększenie ilości partnerów seksualnych, a to w bezpośredni sposób zwiększa prawdopodobieństwo patologii. Nowotwór szyjki macicy pojawia się częściej u kobiet licznie zmieniających tzw. partnerów seksualnych.

Wiem, wiem, wymyślono szczepionki redukujące możliwość pojawienia się raka szyjki macicy! A wiecie dlaczego? Żeby farmacja i „medycy” mogli robić interes, który nie byłby tak duży, gdyby lansowano uporządkowanie moralne, czyli w tym wypadku –  wstrzemięźliwość. Kolejny raz użyję zwrotu: „To takie „kościółkowe”! Nienowoczesne.

My, dorośli, nie panikujmy. Pomagajmy dzieciom w wyborach towarzyskich, środowiskowych. Weźmy na siebie nasze rodzicielskie obowiązki: wychowujmy siebie i nasze dzieci w aurze wspaniałych możliwości podarowania Polsce młodzieży najwyższej jakości. Według mnie najwyższa jakość pojawia się wraz z olśnieniem, że nasze talenty, naszą pracę, naszą odpowiedzialność zostawimy w darze Bogu i kolejnemu pokoleniu Polaków.

                                                                                                             Jerzy Binkowski