16 Gru

Gdybym był biskupem

„Ktoś” lub „coś” trzyma polskich biskupów „za twarz”.
Nie jestem pewien, czy mają twarz.

Rozumiem strategię oddzielenia „tronu” od „ołtarza”. Historia może wskazywać, że jest to strategia „mądrościowa”: czym innym jest władza a czym innym wyznawanie wiary – religia.

A ja śmiem zauważyć, że inaczej zachowuje się władza, która jest przekonana, że wszystko co robi, wynika z prawa posiadania władzy, a inaczej sprawuje władzę grupa ludzi świadoma, że wszyscy podlegamy Bogu, ku któremu prowadzi nas realizowanie w życiu zasady miłości bliźniego.  Jest to wewnętrznie moralne zobowiązanie do uczciwości, rzetelności oraz odpowiedzialnej troski o dobro wspólne. Zdaje się, że takie zobowiązanie przyświeca aktualnej ekipie rządowej. Jednak spotyka tę grupę ludzi furia nienawiści. I absolutnie zupełnie niezrozumiałe dla mnie jest milczenie „pasterzy” Kościoła Katolickiego. Milczenie co najmniej od dziesięciu lat!

Biskupi polscy milczeniem przyzwalają na nieuczciwe, bezpardonowe ataki nienawiści, „zwieńczone” nonszalancją i pogardą. Nie wiem, na co czekają Ci, którzy w pierwszym rzędzie zobowiązani są do upomnienia osoby grzeszącej, wzniecającej niepokój i wrogość.

Domyślam się, że na uroczystość Bożego Narodzenia i w Dzień Pokoju (1.01.) wystosują długie elukubracje, listy pasterskie (z zadziwiająco niewielką dozą talentu literackiego), w których będą przekonywać, że obie strony sporu politycznego powinny wystrzegać się postawy nienawiści. A ja – gdybym był biskupem – ogłosiłbym wszem i wobec, że nie ma żadnej symetrii między stronami. Nie ma nawet stron. Jest po jednej stronie chora nienawiść, a może jedynie lęk po redukcji zysków. Jako biskup podjąłbym starania duszpasterskie, których celem byłoby kapłańskie upomnienie, poprzedzone zapewnieniem, iż możliwe jest życie w aurze ufności Bogu. Zadania się zmieniają. Można przyczyniać się do rozwoju ekonomicznego i wzrastania duchowego poprzez krytyczne argumenty (argumenty!). Jednym z argumentów jest przestrzeganie demokratycznej reguły czteroletniej kadencji wybranej grupy.

I ja, gdybym był biskupem, już dwa lata temu zabrałbym głos, w którym podkreślałbym absurdalność ataków na nowy rząd w czasie, kiedy on jeszcze nie istniał. Wsparłbym nowego Prezydenta, który ostrzegał prze łamaniem jednej z reguł Konstytucji, dokonanej przez poprzedni Parlament. Tym samym próbowałbym ostrzegać przed grzechem kłamstwa i nieuczciwość w życiu społecznym. Jako biskup czułbym się zobowiązany do czuwania nad ewentualnymi nadużyciami nowej władzy oraz negowałbym bezsensownie brzmiące sformułowanie o opozycji parlamentarnej, która będzie „TOTALNĄ OPOZYCJĄ”, czyli bezrozumnie wrogą wobec milionów ludzi w Polsce – tych, którzy powierzyli władzę w państwie innemu ugrupowaniu politycznemu. Przecież ci inni, nowi, będą rozliczeni z tego co zrobią. Równie ważna jest sprawiedliwość wobec tych osób, które przez osiem lat nadużywały władzy, przyzwalając na morderstwa, oszustwa, manipulacje. Jeżeli nie uczestniczyli oni bezpośrednio w bezprawiu (w grzechu), to każdy „polityczny” człowiek może publicznie przyznać z pokorą, że nie sprostał wielkim wymaganiom prowadzenia prawie 40. milionowego kraju, w żywiole zmian współczesnego świata.

Dzisiaj, gdy wspominam zachowanie ludzi wzniecających „przewrót grudniowy”, gdy widzę posłankę idącą poprzez szpaler ludzi wrzeszczących, że wolą „Barabasza” niż tę Kobietę, i pamiętam, że żaden biskup nie ujął się wprost za sterroryzowaną Kobietą, to żałuję że mam takich biskupów. Sam nie mam potrzebnych walorów, dystynkcji do roli, którą wierni przyjmują instytucjonalne – jako autorytet duchowy.

Jako biskup pozwoliłbym kapłanom swojej diecezji na kazania, które nie są wypełnione treścią moich pouczeń i biskupich wskazówek ideologicznych. Prosiłbym tylko, o trzymanie się DEKALOGU, jako zaproszenia do budowania wrażliwości na ludzki grzech.

Jednak strategia polskich biskupów nabiera kształtu strusia chowającego głowę w piasek, a mówiąc wprost: nosi znamiona tchórzostwa, nijakości duszpasterskiej. Jakby byli ludźmi bez twarzy?

Wyrachowanie polityczne,  jedynie „strategiczność”  – pachnie cynizmem. To straszny zarzut. Biskupom wydaje się, że za wszelką cenę trzeba utrzymać jedność Episkopatu. Dla mnie ta jedność jest pozorna, gdyż nie potrafię uwierzyć, że wśród wykształconych duszpasterzy i TEOlogów nie ma osób, których nie stać na obronę porządku konstytucyjnego i zasad DEKALOGU.

Czynne praktykowanie wierności Bogu polega na wypełnianiu obowiązków przypisanych nam albo przez prawa Boże i Kościoła, albo poprzez stan szczególny, na który się zdecydowaliśmy –pisze J.P. de Caussade SJ, w książce POWIERZENIE SIĘ OPATRZNOŚCI BOŻEJ.