19 Sie

Jedność jest mrzonką

fot. internet

Polityka to możliwość realizowania marzeń. Kto to powiedział? Najprawdopodobniej taka idea tkwiła zarówno w głowach zbrodniczych dyktatorów jak i w umysłach „wolnościowych” morderców.

Skąd pomysł i nadzieja Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, że możliwe jest, aby rok jubileuszu odzyskania niepodległości świętować w aurze narodowej jedności – nie wiem. Mogę jedynie przypuszczać, że dostrzegł taką możliwość w mocy jednoczącego, bo życiodajnego faktu radości: POLSKA JEST WOLNA! I nikt nie może zaprzeczyć, że jest to powód do dumy: mowa polska brzmi ciągle pośród języków świata. Kultura polska i jej koryfeusze wzbogacają zasoby duchowe świata, całego świata, dodając szczególnie piękne oraz znaczące treści, w atrakcyjnej formie – w sztuce.
Rdzeniem mocy i odporności ludzi „tej ziemi” zdawać się mogła obecność Ducha Świętego. Wertykalna głębia wiary niesiona przez wieki w Kościele Katolickim, pozwoliła wybranemu przez naród Prezydentowi marzyć o jubileuszowym przyklęknięciu Polaków w modlitwie dziękczynnej i potężnym, wspólnym śpiewie: Te Deum laudamus!
Prezydent pewnie już wie, że pomysł był zaiste marzeniem. Prawdopodobnie ma dramatyczną świadomość, że są tacy, którzy oskarżają go o naiwność. Może jednak nie zdawać sobie sprawy, że dla wrogów chrześcijaństwa, wraz z Chrystusowymi – „naiwnymi” wartościami miłości bliźniego, staje się pierwszym celem prowokowanej agresji medialnej. Kolejnym celem może być każdy z nas, którzy „bredzimy” o braterstwie, szacunku, współczuciu, wspólnocie.
Czy dociera do nas, że jest grupa ludzi oszołomiona nienawiścią do wszystkiego, co pachnie kruchtą a tym samym jest dla tych ludzi znakiem hipokryzji, obłudy, cwaniactwa, bezwzględności, cynizmu i fałszu! Dlatego wszystko co robimy, to robią „gnoje (proszę redakcji o nie skreślania brzmienia prawdziwego epitetu), banda bezrozumnych głupków, którzy nie rozumieją współczesnego świata”! Nasz świat zasad zakorzenionych w Kościele wywołuje u nich odruch wymiotny. Wstrząsająco głęboką nienawiść rodzą nasze „bogobojne” słowa, które odbiegają daleko od stylu naszego życia. „Pokaż mi pierdolonego chrystusowca, który nie oszukuje, prowadząc swoje przedsiębiorstwo”. Tak mówią.
Bez zaangażowania w tworzenie form życia społecznego, którego cechą będzie nawrócenie osobiste, pozostajemy jedynie w sferze mrzonek.
Czy ceną wierności Bogu ma być, jak zawsze, męczeństwo? Czy jestem gotów być świadkiem? Głupie pytanie, prawda?

Jerzy Binkowski