8 Paź

Jesienne słońce znów pędzi wiatr…

Za oknem słońce wznosi się ponad horyzont. Lekka poranna mgła. Cudowna jesień. Oto spotykają się: radość poranka z refleksją wpisaną w jesienną porę roku. Dzień jakby nic nie wiedział o jesieni.

Ze wzruszeniem i czułością patrzę na kroczącą wśród dojrzałych owoców leżących na straganach – małą osobą. Bierze do rączek jabłko, a potem gruszkę, potem śliwkę, brzoskwinię. Dotyka delikatnie winogrona. Uśmiecha się. Patrzy. Niektórzy dorośli zauważają zadziwienie oraz zauroczenie dziecka i uśmiechają się. Świat się uśmiecha.

Na moim biurku leży książka Profesora Józefa Kozieleckiego pt. „Moje wzloty i upadki. Autobiografia z psychologia w tle”. Ten uroczy, dowcipny – bo mądry człowiek, który prezentował siebie i swój dorobek naukowy na wielu uniwersytetach całego świata, pisze, że szczególnie zafascynowała go, zaskoczyła i zdumiała Japonia. Na każdym kroku przekonywał się, że podstawową wartością Japończyków jest harmonia w jej trzech aspektach: harmonia z naturą, harmonia z innymi ludźmi i harmonia z sobą samym. Japończycy, według Profesora, poszukują przyjaznych więzi z naturą, ziemią, powietrzem, wodą, roślinami i zwierzętami. Za wszelką cenę dążą do pojednania z innymi ludźmi. Duch harmonii dominuje zarówno w rodzinie, jak i w systemie instytucjonalnym. Ład, zaufanie, solidarność, poświęcenie dla grupy są najważniejszymi cechami japońskiej mentalności.

Harmonia z samym sobą polega na wyciszeniu Ja egocentrycznego. Jest ono (Ja) wyciszone oraz samo ograniczające się, bo zatopione w przyrodzie i zespolone z innymi ludźmi.

Kluczem do zrozumienia Japończyków jest filozofia amae (czytaj: amai). Pojęcie to określa silną potrzebę bycia kochanym przez matkę, kochanym przez rodzeństwo, kochanym przez członków grupy wśród której się żyje; jest to rodzaj zespolenia emocjonalnego, bliskości uczuciowej z innymi i afiliacji; jest to rodzaj pasywnej miłości. „Potrzeba amae jest silna, trwała, powszechna jak kwitnienie wiśni” – pisze profesor Józef Kozielecki

Jestem przekonany, że potrzeba wzrastania w aurze życzliwości (żeby nie przesadzić w oczekiwaniu miłości) jest równie gorąca pod każdą szerokością i długością geograficzną. Urzeczywistnienie życzliwości jest decyzją dorosłych. Prawdopodobne jest, że znajdą się miejsca o realnym deficycie życzliwości, jak sytuacja scharakteryzowana w poniższym liście:
Zaprowadziłam dziecko do przedszkola – nikt się ze mną nie przywitał, nic nie objaśnił, nie było zajęć wprowadzających w klimat przedszkola dla dzieci i rodziców przed rozpoczęciem roku szkolnego – MINIMALIZM – czego innego oczekiwałam – trochę profesjonalizmu;
wiem że dzieci są marudne, płaczliwe, przerażone nową sytuacją a dorośli chyba im tego nie ułatwiają – uprawiają tak zwany „zimny chów” : nie rozpieszczaj, nie przytulaj, nie pomagaj – niech nauczy się radzić sobie samo…

Jednak jeszcze mocniej wierzę, w realność i moc szczęścia, które przynosi empatia. Czułość codzienna.