9 Sty

Czy to już KRES naszych możliwości???

          okładka książki

„DOM ZA ŻELAZNĄ KURTYNĄ. Listy do Pani S.” – Nakładem Agencji Fotograficzno Wydawniczej Olszewski, Tarnów, 2013 (ss. 222).

Autorem tej szczególnie starannie wydanej i pięknej książki (a właściwie – księgi) jest fachowiec od działań teatralnych. Tomasz Antoni Żak – reżyser – pewną ręką trzyma dramatyczne wątki opisywanych wydarzeń. Już barwa okładki zdaje się nieść przekaz, iż w środku znajdziemy treść o smaku czekolady. Po lekturze dowiedziałem się, że jest to czekolada dla smakoszy – GORZKA.
Czytelnicy są widzami. To świadkowie podróży po kolejnych scenach dramatu obumierania Polski na KRESACH WSCHODNICH. Polskość w nas, współczesnych Polakach, będzie niepełna a nawet karykaturalna, jeżeli dalej nie będziemy dostrzegać i chronić bogactwa kultury i pięknych, a bardzo smutnych ludzi POLSKICH KRESÓW WSCHODNICH.

Tomasz Antoni Żak zabiera nas na obszar polskich ziem dzisiaj należących do Białorusi. Widzowie (czytelnicy) dostrzegają coraz wyraźniej snopy światła z doskonale ustawionych reflektorów, które rzucają cienie w szczególnie ważne przesłanie: niezgody na bezmyślne obumieranie Polski, poprzez nieuszanowanie tego, co pozostało na wschodzie z tysiącletniej historii Polski , w tym sześćset lat polskości Kresów (1349 – 1939) – twórczość literacka, muzyczna, architektura sakralna i świecka, nauka, sztuki plastyczne, przemysł, edukacja, wyższe uczelnie, klasztory, pałace, dwory…

Pani S. – poetka, pedagog, sybiraczka – Stanisława Wiatr-Partyka

A na dodatek autor, nie zapominając o bogactwie ludzi zakorzenionych rodowodowo w Kresach, zwierza się adresatce swoich listów, Pani S. – Stanisławie Wiatr – Partyka: „W każdym zakątku naszej Ojczyzny jest wielu wspaniałych ludzi, których spotykam na swej drodze. I wie Pani: najczęściej są to osoby z korzeniami kresowymi. Zaczynam mieć takie przeświadczenie, że właśnie wśród nich należy szukać prawdziwej polskiej elity, której misją jest bycie depozytariuszem polskości. A polskość bez Kresów już polskością nie jest”. Dialog między postaciami Nadawcy i Adresatki dynamizuje i spaja kolejne sceny-rozdziały. Są duże partie świetnie wykonanych (tj. napisanych) monologów.
Reżyser przyspiesza akcję poprzez emocjonalne, choć przecież rzeczowe, opisy bohaterstwa polskich żołnierzy ze stanic i zasieków obronnych na dawnej granicy z Sowietami (Korpus Ochrony Pogranicza – 1412 km) i w latach 20-tych, i 1939 roku – we wrześniu… kiedy przyszli spalić nasz dom… kolbami w drzwi łomocząc… Opowiada o patriotyzmie, honorze i poniżeniu Polaków (Pani Leonarda Rewkowska ze Słonimia) – wywożonych jeszcze w 1952 roku do Kazachstanu. Nas – zaczytanych informuje o tajemnicach cmentarza w Klecku i o fundatorze kościoła Świętej Trójcy, o Sybiraku, później żołnierzu Andersa, uczestniku bitwy pod Monte Cassino, o emigrancie żyjącym w Stanach Zjednoczonych – Wacławie Wierzbickim.

Budsław. Ołtarz z połowy XVII w. w kaplicy Św. Barbary

Kto z państwa zna historie życia Wandy Boniszewskiej albo Jana Tabortowskiego? Losy tych dwojga praktycznie definiują polską triadę: BÓG – HONOR – OJCZYZNA – pisze Tomasz Żak.

Akcja zostaje zwolniona i z pewnością sprzyja to pogłębieniu a także uwspółcześnieniu refleksji w kolejnej scenie-liście zatytułowanym ROMANTYCZNOŚĆ… tak, tak.. Świteź, Nowogródek: zauroczenie „nieprzytomne” Mickiewiczem – Kamila Polaka.
Czy słyszał ktoś z Państwa o Budsławiu? Nie? Ja też nie wiedziałem o cudownym miejscu świętym, do którego pielgrzymują w ciągu roku dziesiątki tysięcy wiernych kościoła katolickiego – od 400 lat!!!

List o przemyśleniach autora zapoznającego się z historią SACRUM tego miejsca nosi tytuł OŁTARZ. Jak w czasie liturgicznym, czas się zatrzymuje, no… bardzo wolniutko się toczy, aby piszący reżyser mógł dać wyraz sprawie dla niego bardzo ważnej: CZEŚĆ TRÓJJEDNEMU BOGU NALEŻY ODDAWAĆ Z NAJGŁĘBSZYM SZACUNKIEM WOBEC TRADYCJI.

                      Okładka książki

Na kanwie starannych przemyśleń autora, sugerujących powagę i współczesne znaczenie wskazań soboru trydenckiego (np. czym jest ołtarz, TABERNACULUM i „wieczna lampka”), zrozumiałem różnicę miedzy peregrynacją do miejsc świętych a turystyczną wyprawą, aby zwiedzić, np. katedrę czy miejsce cudownych uzdrowień. Pielgrzymowanie jest modlitwą, zwiedzanie jest „kulturalną konsumpcją dla oka”. (Najjaskrawiej doświadczyłem tej różnicy, gdy chciałem się modlić w katedrze Notre Dame. Zamieszanie, jakie robi „żarłoczność” turystów, jest już barbarzyństwem.)

Trwanie przy kościele katolickim dla Polaków na Białorusi jest warunkiem trwania przy polskości – zdaje się twierdzić autor. Słabością Kościoła są „nowocześni” kapłani. Odejście od praktyk religijnych w polskim kościele jest prawie równoważne z odejściem od polskości. Czy dobrze zrozumiałem apel do kapłanów służących swoim powołaniem Polakom na Białorusi? I jeszcze jedno: Białorusini chcą być ludźmi wolnymi, ale nie wolnością Unii Europejskiej. Tak zrozumiałem słowa autora książki.

             Ratusz w Nieświeżu

Nieśwież – Pałac Radziwiłłów, Kobryń, Kuropaty, Pińsk, Brześć, Mińsk – kolejne sceny historycznie polskich ziem współczesnej Białorusi, są serdecznie komentowane w listach do Pani S. Muzyka tych słów oddaje szacunek aktualnym włodarzom tych ziem – Białorusinom i temu, którego stereotypowy medialny obraz ukształtowany jest na satrapę – Aleksandrowi Łukaszence.

Tomasz Antoni Żak stwierdza z goryczą gorzką prawdę, że pamięć o wydarzenia na tych ziemiach i kultura tych ziem jest bardziej pielęgnowana i szanowana przez Białorusinów, niż to czynią urzędnicy polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, na czele z ich niedawnym szefem – Radkiem Sikorskim. Zdarza się, że urzędnicy wspomnianego ministerstwa nie wyrażają zgody na wjazd do dzisiejszej Polski Polakom, którzy mieszkają teraz za granicą Polski, mimo że nigdy swoich polskich ziem nie opuścili!

          fot. z książki T. A. Żaka

Kto i kiedy zawiesił ŻELAZNĄ KURTYNĘ utrudniającą obustronne przenikanie wartości zawartych i ukrytych w narodowym dziedzictwie?

Żelazna kurtyna w teatrze ma oddzielić scenę od widowni w chwili, gdyby na scenie wybuchł pożar. Poprzez oddzielenie tych dwu przestrzeni, zwiększa się szansę na opuszczenie widowni, bez dodatkowych ofiar, które mogłaby spowodować panika.

Kto się lęka przenikania żaru miłości ojczyzny, gdyby nie dzielono Polaków na tych ze sceny i na tych z widowni?
Polecam tę lekturę nie tylko ze względu na inspirujące myślenie Polaka z rodziny wołyńskiej. Wydawnictwo podarowało nam książkę cudownie przestrzenną. Białą! Rozległą. Czystą!

Na zakończenie pragnę (za Stanisławą Wiatr-Partyka) zilustrować Białoruś słowami niedawno zmarłego pisarza Tadeusza Konwickiego:

„Białoruś, Białoruś. Dlaczego nazywasz się Białoruś, jeżeli nie masz w sobie bieli. (…) Powinnaś się nazywać Dobrą Ziemią Dobrych ludzi”.

„Nie wryłaś się w ludzką pamięć, Białorusi. Nie odbierałaś innym wolności, nie rabowałaś cudzej ziemi, nie mordowałaś ludzi zza sąsiedzkiej miedzy. Miałaś dla rabusiów ostatnią krowę i ostatnią kromkę żytniego chleba ze znakiem krzyża ,miałaś dla nieszczęśliwych krwawiące serce i biedne nie pieszczone życie do oddania. Dlatego mało kto Ciebie pamięta. (…) Białorusi, Białorusi, szarozielona z ogromnym niebem nad płową głową, za dobra, za łagodna, za szlachetna jesteś na nasze czasy.”

                                                                             Jerzy Binkowski