25 Lut

Klątwa Wyspiańskiego – wzruszyłem się i wstrząsnęło mną

Człowiek strzela – Pan Bóg kule nosi!

 

W aurze gniewu i oburzenia z powodu użycia świętokradczych form ekspresji w bliskim mi „Teatrze Powszechnym” (przed laty, pod okiem Zygmunta Hubnera robiłem w nim kolejny krok – asystenturę reżyserską – przed własnym dyplomem), postanowiłem jeszcze raz przeczytać oryginał dramatu. We mnie trafił grom!

Wspólnota osób tego dramatu jest nierozdzielną całością. To nie jest jedność. Każda z postaci jest inna, inne pełni funkcje, inaczej myśli, z odmiennych obrazów i symboli tworzy swój świat, a jednak nierozerwalna sieć powiązań łączy ich we wspólnotę życia i śmierci.

I najważniejsze: jakość życia poszczególnych postaci wpływa na obraz życia całej społeczności. Można pełnić rolę „sołtysa”, można być „pustelnikiem” i „dziewką”, można być „plebanem” i „młodą u plebana” lub „matką”, można wpleść się w niby anonimowy „chór” plotkarzy i komentatorów, jednak cokolwiek się wydarza, zależy od jakości osoby pełniącej określoną rolę. We wspólnocie znaczenie ma każde słowo i gest. We wspólnocie znaczenie ma każde złe, bo niezgodne z prawdą wypowiedziane słowo lub ukrywany sens gestu. Kłamstwo w podskórnej tkance społeczności zżera prawdę i odziera ją z sensu potrzebnemu całej wspólnocie.

Jeżeli jest się „plebanem”, wspólnota oczekuje. że będzie się innym niż wszyscy, że będzie się modelem, wzorem dla pozostałych. Tymczasem „pleban” jest   taki sam, jak wszyscy: ulega pokusom, przykrywa swoje słabości (hipokryzja), manipuluje i liczy, że wspólnota wyrazi zgodę na wyższą „nominalną” wartość. „Pleban” ma więcej praw?

Ponad ludzkim rozumieniem życia i świata istnieje sprawiedliwy BÓG. W „Klątwie” Wyspiańskiego BÓG JEST OSOBĄ, KTÓRA ZA DOBRE WYNAGRADZA A ZA ZŁE KARZE.

Warto zweryfikować moje krótkie omówienie. Zapraszam do lektury „Klątwy”, która po raz pierwszy ukazała się drukiem w numerze 15-16 „ŻYCIA”, 15 sierpnia 1899r.

 

 

Poniżej umieszczam dwa dialogi, którymi pragnę zaprezentować fascynująco dynamiczny język podkrakowskiej społeczności z „Klątwy” Stanisława Wyspiańskiego.

KSIĄDZ

Ludzie płodzą jak ślepi. —

Grzechem jest wszelki pomazany, pokąd duch Boży płodu nie skrzepi.

SOŁTYS

No jeno żąda gromada, by się zmieniło, bo się nie zmienia, choć Ksiądz gada

KSIĄDZ

Z krnąbrnością kozłów trudna rada, cóż począć: chwasty dzikie!

SOŁTYS

Chwast ten u waszych roście progów; rwać by go trzeba tęgą ręką, bo jest ta dość tych głogów.

KSIĄDZ

Mówicie o kim — wy Sołtysie?!

SOŁTYS

O Kubie i o Kaśce. Że to u Kaśki dziecko niekscone, a Kuba się nie żeni. — Ludzie gadają …

KSIĄDZ

Wy znosicie!

SOŁTYS

Że sobie przykład od was wzieni.

KSIĄDZ

Ostre to, cierpkie, gromkie słowo.

SOŁTYS

Jak mi Bóg żyw, boleją, że taką muszę gadać mową, Bóg widzi, baczcie, źle się dzieje!

KSIĄDZ

Wara wam do mnie, wy gromada! Za moje — Bóg osądzi.

 

SOŁTYS

Za cudze starszy odpowiada, błądząc w dwójnasób błądzi.

KSIĄDZ

Wy mnie nie prawcie sądów leda, nie wasze duszne sprawy. —

We swoje mieszać się nie damy!

SOŁTYS

Ano, Jegomość, to nam bieda, że wasze lepiej znamy.

KSIĄDZ

Was o to zwołam, co się rwiecie mnie sądzić, proste chamy.

SOŁTYS

Jegomość zaś ta z naszych przecie, to wstyd nam naszej plamy.

KSIĄDZ

Bóg was pokarze, bezlitośni.

SOŁTYS

Was słabość przedsię gubi; toście na gębach ludzkich głośni, we wsi was nikt… nie lubi! Ano po

ludziach wciąż swarzycie, nakazujecie ostro — a któż was słucha?

KSIĄDZ

Słuchacie skwapniej złego ducha; zły duch wam mąci dusze.

SOŁTYS

Wspomnij Jegomość — ta Posucha, co od dni tela suszy pola, to co? — —

KSIĄDZ

Wam klątwa! —

SOŁTYS

Przez Was!

KSIĄDZ

Boże!! — Serce łamiecie mi we skrusze.

Odprawiam modły, Bóg odmieni. —

SOŁTYS

Bóg zmieni, kiedy Wola. Oddalcie, coście ziemskie wzieni na się! — Wyżeńcie het na pola!!

…………………………………………………………………………………………………….

PUSTELNIK

Biada, pasterzu, że winicie, błędem piętnując, co w wiek z wieka tajemną trwogą czci i szanuje

pamięć człowieka.

KSIĄDZ

Jedna jest tylko Cześć i Trwoga: Cześć dla Kościoła, Bojaźń Boga.

PUSTELNIK

Bóg więc tę trwogę śle tajemną i występnemu to przestroga, choć jest mu trudno tę sieć ciemną

rozedrzeć, Prawdzie zajrzeć w oczy i wyznać winę. —

KSIĄDZ

Co mówicie? —

PUSTELNIK

Mówię, że znam tych klęsk przyczynę, co wasze role niszczy spieką; mówię, że Piorun niedaleko! —

 

KSIĄDZ

Wy chcecie, widzę, igrać ze mną tajemnicami ?! —

PUSTELNIK

Mówię, że trwogę znasz tajemną ty sam, co igrasz z ludem słowami!

KSIĄDZ

Ksiąg Bożych gadam Słowo Boże, co są w me ręce powierzone, siedmioma zwarte pieczęciami.

PUSTELNIK

Pieczęć tajemnic tych ozdarta: nad twoją dolą zawieszona wyroków Bożych karta.

KSIĄDZ

Śmiesz mówić, jakoż dowieść zdołasz?! Próżne przechwałki, próżno wołasz; lituję twojej głowy,

Stary.

PUSTELNIK

Biadaj nad sobą, nie nade mną, złamałeś ślub dla pokus Czarta; dziś jeszcze zaznasz kary.

KSIĄDZ

Włóczęgów groźby się nie boję.

PUSTELNIK

Toć jeno dla cię tutaj stoję.

KSIĄDZ

Nie ja wzywałem, lecz gromada, pustelnych dziadów słuchać rada.

PUSTELNIK    

Nie nagiej, powiem, zadrżysz na nie, bo są w tych klęskach prawdy skryte, których, gdy sięgnąć nawięcierze, winny, gdy słucha, sam się zdradzi.      

KSIĄDZ  

Któż winny — ? Kędyż to prowadzi? Przyszedłeś klątwę wywieść, skąd idzie? Posucha skąd upalna?— Klęska nam oto jest widzialna; — choć się przechwalasz znać przyczyny, nie mówisz jasno.

PUSTELNIK

Wielkie snadź muszą być te winy, po które Boża ręka sięga; — daleko szukać tu nie trzeba, są jawne!

— Przed oczami Warn!

KSIĄDZ

Oddech zapiera jakaś tęga, co się mi jęła tchu, … kto jest ten winny! — ?

PUSTELNIK

Kto?! — Ty sam!!