komentarze %Jerzy Binkowski%

Komentarz do komentarzy politycznych

     Co zrobiłbym, gdyby zaproponowano mi zadanie redaktora naczelnego któregoś z tygodników ukazujących się w Moim Kraju?

     Przede wszystkim rozpocząłbym proces poszukiwań Osób Twórczych. Być człowiekiem twórczym, to w moim przekonaniu być osobą otwartą i odnajdującą w rzeczywistości życia społecznego wszystko to, co JEST, aby próbować połączyć

i wykorzystać możliwie „wszystkie” elementy rzeczywistości dla powiększenia dobra wspólnego. Sprzyjanie życiu wszystkich osób to fascynująca mnie idea. Wierzę, że pismo prowadzone przeze mnie a charakteryzujące się pracą nad porozumieniem, stałoby się propozycją trafiającą w potrzeby wielkiej grupy osób.

     Być ideologiem to być osobą, która w swojej osobistej fazie rozwojowej ma potrzebę uzasadniania jednej racji jako racji jedynej, która to „racja” jest „racją właściwą”.komentarze %Jerzy Binkowski%

     Jestem młodszy niż „pokolenie wojenne” wojen poprzedniego wieku i choć nie widziałem ani nie uczestniczyłem w żadnej z nich, mam wewnętrzną pewność, iż używanie określenia np. „wojna polsko-polska” jest zbitką słowną sugerującą największy dramat, podczas gdy jest owo sformułowanie stosowane w sytuacji opisywania różnicy poglądów i odmiennych opinii. Doświadczenie mnie nauczyło, iż nie jest śmiertelnym zagrożeniem człowiek, który inaczej niż ja myśli. Wysiłek wzajemnego zrozumienia najczęściej owocował poczuciem głębokiej bliskości oraz szokiem, że z konfliktu może wyniknąć tak wiele dobra: jakaś dziwna energia wspierająca pomysłowość elastyczność, zaufanie, ciepło, wytrwałość, poczucie wewnętrznej radości życia. Praca nad porozumieniem bywa bardzo skomplikowana nawet w relacjach przyjaźni i miłości. Wymaga wewnętrznej decyzji dotyczącej między innymi przyjmowania wstępnych założeń na temat stylu mówienia do siebie samego i wzajemnie do siebie.

     Kiedy czytałem tekst redaktora naczelnego jednego z dzienników tuż przed pierwszą turą wyborów prezydenckich a również tekst redaktora naczelnego jednego z tygodników po pierwszej turze wyborów, to poczułem niepokój wiodący mnie do myśli, iż są to osoby, które się bardzo lękały. Czego mogły się bać? Procedury prawne, konstytucyjne, zobowiązują każdego obywatela do zachowania prawa. Lękały się bezprawia? Moje Państwo dysponuje Urzędami Kontroli. W moim Państwie funkcjonują „ośrodki medialne” – państwowe i prywatne –  dzięki którym można prezentować i ujawniać wszystkie problemy, które się kiedykolwiek i gdziekolwiek Mojego życiu społeczności Mojego Kraju pojawią. Dlaczego więc objawiono taki lęk? Powiem wprost: prawdopodobnie autorzy tych słów lękali się, iż w ewentualnie zmienionych okolicznościach niż ich koncepcja, nie będą mogli w wystarczający dla siebie sposób zaspokajać swoich potrzeb. Albo: zastosowanymi przez siebie frazami zaspokajali bardzo ważne dla siebie potrzeby. Ja nie wiem – jakie? Nie wiem, co kryło się za takim zachowaniem „medialnym”, jednak wiem z pewnością, że do takich zachowań mieli prawo. Nie przekroczyli prawa.

Jako przyszły redaktor naczelny szukałbym współpracy z osobami, które starają się nie tylko pracować jedynie w granicach praw. Chciałbym zgromadzić osoby, które wraz ze mną będą budować mosty porozumienia wszędzie tam, gdzie dzięki osobistej wyobraźni będą odnajdować słowa, które nie bolą innych, nie ranią drugiego człowieka, nie poniżają. Szukanie słów wspierających i wzbudzających nadzieję spostrzegam jako ważną aktywność, dla której warto poświęcić lata swego życia. Obracanie, jak w młynku, słów, które zwiększają prawdopodobieństwo reakcji bólu, braku wiary w drugiego człowieka, osłabienia wiary w sens uczciwego i wytrwale pracowitego życia (tzn. takiego, w którym wzajemnie pomagamy sobie) – osoba o takich tendencjach czułaby się z pewnością w moim towarzystwie nie na miejscu. A może zafascynowałbym ową Osobę zupełnie zaskakującymi nowościami, jakie zrodziłby styl porozumienia bez przemocy?

     Czy można zmienić bieg Wisły? A może wystarczy jedynie regulować jej bieg, aby zmniejszyć prawdopodobieństwo nieszczęść, jakie niesie przecież życiodajna woda?

     Mój Kraj leży nad Wisłą. Znam ekscytujące piękno Ziemi i zawsze wracam nad Wisłę. Kiedy rozmawiam z Osobami z kręgu kultury nadwiślańskiej, omijam problemy natury politycznej. Przeżywam smutek w poczuciu bezradności. Wielu moich rozmówców stosuje duże kwantyfikatory: WSZYSCY, ZAWSZE, NIGDY itp. Nie zaciągałem się do jakiejkolwiek armii: nie chcę brać udziału w „wojnie polsko-polskiej” ale nie chcę rezygnować z osobistego zaangażowania i współpracy z Osobami, które pomimo różnicy poglądów, zechcą zainteresować się moim sposobem przeżywania, odczuwania i myślenia.

     Nie widzę przeciwników. Powiedzcie mi, gdzie są wrogowie? Czy wrogami mogą stać się w naszym przeżywaniu osoby inaczej myślące? Może brak mi przenikliwości i krytycyzmu? Czy naprawdę mylę się, gdy przypuszczam, że przyczyną NADEKSPRESJI  spostrzeganych problemów partyjnych jest zaangażowanie w budowę nowoczesnej ojczyzny, której cechą  jest tęsknota za spełnianiem się marzeń o wolnym kraju, który jest piękny pięknem, dobrocią

i mądrością żyjących w nim Osób?

     Czy „media” zatrudniłyby człowieka gotowego na poprowadzenie zespołu osób szukających słów wzbogacających życie?

                                                                                                                                     

                                                                                        Białystok wrzesień 2010

                                                                                                        Jerzy Binkowski

Similar Posts