2 Cze

Łaknąć jak kania dzdżu

                     fot. niedziela.pl

Deszczu, deszczu pragną białostockie pola. Ziemia domaga się cienia i ożywczej wody. Skwar, nadmiar słońca wysusza trawy a las drży na samą myśl o iskrze ognia. Jest duszno.

 

Dusimy się. Niektórzy dziennikarze rozkoszują się plotkowaniem, jak dzieci szurające bosymi stopami w zwałach przydrożnego piasku. Tumany w kurzu. Skrzypią litery i skrzypią głoski już to o niebieskiej ławeczce, już to o kobiecie lekko myślącej albo o przenośnej ubikacji. Są tacy, którzy spragnieni sensacji, wnoszą zamęt.. Spijają z ust nigdy wybranych przywódców nieistniejącej wspólnoty narodów europejskich – każde beknięcie. Łykają grudy nienawiści i bezwzględnej bezczelności. Wszyscy nauczyli się pisać. Niektórzy mówią, perorują szybciej, niż myślą. W suchym jak pieprz powietrzu rozchodzi się błyskawicznie brzydka woń z ich ust.

 

Ogrom osobistej pracy przed nami. Przede wszystkim warto rozróżniać tych, którzy pragną dołączyć do budowania dobra wspólnego od ludzi zapętlonych i zagubionych w ofertach mody na przyjemność egocentryczną i wolność egoistyczną. Nikt z nas nie jest wolny od pokusy strząśnięcia z siebie odpowiedzialności za konkretne czyny. Lepiej jednak, gdy rachunek naszych czynów bilansuje się pozytywnie.

 

I tak właśnie spostrzegam grupę ludzi, którym oddaliśmy zarządzanie – UFAM Prezydentowi Najjaśniejszej Rzeczypospolitej – Andrzejowi Dudzie. UFAM Premierowi Rządu – Mateuszowi Morawieckiemu, UFAM ministrom – służącym jak potrafią, ojczyźnie. Są tylko ludźmi podejmującymi działania podobne do śmiercionośnej pracy sapera. Kiedy przypominam sobie, w jaki sposób została potraktowana minister Rafalska w spotkaniu z rodzicami osób dorosłych a niesprawnych fizycznie, cierpnie na mnie skóra i garbię się z bólu. Ona, która jak drwal ciężko pracuje, gdy usuwa zaległe od dziesiątków lat karczowisko, została potraktowana jak złoczyńca, któremu można napluć w twarz obelżywym słowem i odpychającym gestem. Jakaż niesprawiedliwość i jednocześnie hańba tym, którzy cierpiąc sami, krzywdzą tych, którzy pomagają. Uzdrowienie pokaleczonej i niepełnosprawnej Polski wymaga szczególnej dyscypliny uczuciowej, świętego hartu ducha.

 

Mam pewność, że moje zaufanie jest uzasadnione. Moim kryterium jest moralność. Dostrzegam w pracy aktualnej grupy zarządzających naszym dobrem wspólnym pragnienie uczciwości, rzetelności, sprawiedliwości, miłości. Atmosfera działań naszego Rządu oraz Prezydenta Rzeczypospolitej jest nasączona czymś, co oddam najpiękniejszym określeniem, które znam, jako katolik – BOJAŹŃ BOŻA. To jest dopiero odpowiedzialność!

 

Tego współcześni liberalni komentatorzy nie są w stanie dostrzec. Oni czegoś takiego, jak „bojaźń boża” nie są w stanie przyjąć, pojąć, zrozumieć.

Wydaje się, że nam wszystkim potrzebna jest przede wszystkim osobista ufność i wewnętrzny spokój, gdy z otwartymi oczyma patrzymy na wysiłki mądrego sterowania naszym państwem. Jak kania dżdżu – potrzebujemy modlitwy, błogosławieństwa i ciszy.

Ciszej, proszę.

                                                                                                                                                                                                                Jerzy Binkowski