31 Mar

Las jest twoim żywiołem ?

Jestem człowiekiem betonu – z ulicy Władysława IV i 10 lutego w Gdyni. Kiedyś marzyłem, aby wybrukowano na Obłużu piaszczystą ulicę Tokarską wiodącą do kościoła, czy ulicę Cechową, prowadzącą do szkoły.

Ciszy nad morzem nie ma – mewy jak stare jędze obrzydliwie skrzeczą nad falami, polując na ryby nieme.

Teraz mieszkam na skraju Puszczy Knyszyńskiej. Odwracam się do niej plecami. Bywa wilgotna, obślizgła i śmierdząca. Gdy deszcze rozpulchniają leśne dukty, ja znajduję argumenty, aby w puszczę się nie puszczać, a ty łazisz, wałęsasz się, wąchasz, dotykasz kory, obejmujesz pnie, przytulasz się do drzew. Znasz Puszczę Knyszyńską lepiej niż ja. Wpuściłeś ją głęboko w siebie. Puszcza zawładnęła tobą.

Jesteś mi potrzebny Poeto, abym mógł choć trochę zaczerpnąć z twego serca na temat bożego świata skrywającego się w liściach i pieśniach wiatru. Pojawiło się we mnie zadziwienie. Jaki ma sens przedkładanie szumu osiki czy brzozy, nad miłość mężczyzny do Kobiety? Pytam zaniepokojony, gdyż odnoszę wrażenie, że twoje wsłuchiwanie się w puls serca sosny cudownie w niebo sięgającej i prostej jak maszt, jest dla Ciebie przeżyciem bardziej wstrząsającym, niż zachwyt w oczach pięknej i mądrej Kobiety.

Las zapewnia Ci szeroką gamę drgnień i drżeń a Ty jesteś jak poranna wiolonczela – Ty chcesz pomrukiwać jak pszczoła i bas rozdzielasz światu, jak szerszeń.

                     Janusz Andrzejczak przy sośnie

Ty jesteś poezją leśną, prawda?

 

Z wąwozów parowów z puszczańskich rozpadlin
z tego co bez czasu z tego co czas nagli

więc z kamieni spod nich z samego ich środka
z kosmosu wodnych drobin z ich wzajemnych spotkań

z wilgoci co na płazie mrużącym pod liściem
z oddechu leśnej myszy która ani piśnie

z mroku nocy z burzy z poranka z wieczoru
z olsów z łęgów z puszczy z mieszanego boru

z bagna torfowiska i leśnego oczka
z menisku nartnika w jeziornych zatoczkach

z mrówczych tras lęku sarn z lotu nietoperza
z zimy która kurczy co lato rozszerza

z przedmrozu przedburzy przedranka przednocy
z dziupli co raz ziewa raz woła pomocy

z miękkości przelotów motyli i ptaków
z mrówki co zdyszana stanęła na szlaku…

 I  jeszcze z puszczyka co się z echem psoci
z lasu z łąki z tchnienia i z kwiatu paproci…

 Powłóczyście bezdźwięcznie bez jawy i tła
snuje się ścieli kłębi i tumani – mgła …

 

Nie udaje mi się wykombinować klucza wiolinowego – skąd ta obezwładniająca naturalnością – muzyka, poeto, Januszu Andrzejczaku?

Jest tajemnica w Tobie i ja krążę obok Ciebie od kilku lat zawstydzony Twoją prostotą. To słowo szlachetne, jak Ty, w trudzie codziennego zabiegania o swoje miejsce w, powiedzmy szczerze, wrogiej Tobie cywilizacji. Świat dookolny  jest pełen rozdygotanych i rozgadanych ludzi. U wielu osób spostrzegasz niemiłą cechę mówienia, które jest szybsze od myślenia. Wtedy ja Ciebie wspieram, gdy sugeruję współczucie: „Mam nadzieję, że oni dowiedzą się, co myślą, gdy usłyszą, co mówią”.

Czy Ty wiesz, że zachwycam się tytułami Twoich wcześniejszych książek? Wprowadziłeś w rytm mego ożywionego oddechu słowa: ŁAGODNIA, ULOTNIA, PRZEDZIWNIA. A najnowszą książkę zatytułowałeś: POWŁÓCZYSTOŚĆ – drogami, bezdrożami Podlasia. W zachwyceniu idziesz, tęsknisz, szukasz na bezdrożach puszcz – augustowskiej, białowieskiej, knyszyńskiej. Czego szukasz?

JEDNOŚĆ

Dotrę tam ucałuję i obejmę brzozę
jej cieniem się przykryję i pod się połóż

Pod głowę mieć będę poduszkę z kamienia
głaz da mi oparcie a brzoza da cienia

Powietrza trochę zmącę no i trochę ciszę
gdy pode mną wysypią się nasiona szyszek

umoszczę się w podszycie i wtopię się w leże
pośród mrówek i żuków jeszcze jedno zwierzę

będę patrzeć do góry gdzie słońce obłoki
słuch wyślę na czaty niech bystrzy na boki

albowiem nikt kto ze mnie a więc żaden z ludzi
nie ma prawa mnie z jawy zielonej wybudzić

gdy minie czasu troszkę gdy się w nic napatrzę
może to co przenigdy będzie teraz zawsze

cudna jedność gdziekolwiek i za każdym razem
z ziemią niebem i drzewem ze sobą i głazem

Cokolwiek potrzebujesz, przecież masz w sobie. Najcenniejsze, najpiękniejsze, co rozpoznaję, to Twoja intuicja o jedności świata stworzonego Wielką Tajemnicą Miłości Boga, której poszukujesz na bezdrożach Podlasia.

NIC JAK BÓG – pisał SJ Jacek Bolewski

                                                                                                                Jerzy Binkowski

………………………………………………………………………………………………………………….

„Powłóczystość – drogami, bezdrożami Podlasia” – Janusza Andrzejczaka, Książnica Podlaska im. Łukasza Górnickiego, Białystok 2017, ss.82.