10 Wrz

Moralitet Antoniego Krauzego

Antoni Krauze (Copyright: Picaresque)

 

Dziękuję. Dziękuję Panu. Film „Smoleńsk” jest pomnikiem światła i cienia. Tętni w nim rytm życia i pieśń żałoby. Nikt Pana nie powstrzymał.

Postawił Pan pomnik nie tylko w centrum Warszawy, przed Pałacem Prezydenckim.

 



Ominął Pan cyniczne gry partyjnego ugrupowania, z v-ce prezeską powołującą się na architekta stołecznego miasta. Ten pomnik, poprzez dystrybucję, stanie w każdym polskim mieście. Szyderstwo oraz tchórzostwo uzyskało twarz niektórych artystów i „mecenasów kultury”. Brak zaplecza finansowego zrekompensowały ryzykowne decyzje niektórych niepaństwowych inwestorów i zakochanych w Polsce „drobnych ciułaczy” – miłośników Prawdy. Byli tacy, którzy przekazywali swój „wdowi grosz”. Odważni i piękni aktorzy, sprawni operatorzy i cały zespół „techniczny” – pracując nad tym filmem stworzyli nadzieję. Wrogowie poszukiwania prawdy ujadają, bo wyreżyserował Pan moralitet, w którym przypadła im niechlubna bo diaboliczna rola ZŁEGO.

Moją wdzięczność, podziw i pewien stopień uniesienia zrodziła metoda, którą się Pan posłużył, aby zintegrować obraz. Fakty. Z cywilizacyjnego nadmiaru i szumu informacyjnego wyodrębnił Pan fakty. Przypomniał Pan FAKTY i tym samym poszerzył Pan listę osób, którym składa Pan hołd. Chylę głowę wraz z Panem przed dramatem 96 osób z samolotu, ale także przed osobami, które zostały zamordowane lub zginęły w tle tego druzgoczącego wydarzenia. Łączę się w bólu z rodzinami ofiar tego dramatu: z pozostawionymi dziećmi, żonami, mężami, rodzicami, przyjaciółmi.

(Zdj. z planu filmowego- Copyright: Picaresque)

Widzę Pana wysiłek, aby nie stworzyć w filmie aury nadmiernej gry uczuć, egzaltacji, aby utrzymać film w ryzach logiki i faktów. Kapitalnie poprowadził Pan aktorów, wydobywając z ich twarzy ból, smutek, koncentrację, samotność. (Nawet szef „mediów” i agent tajnych służb robiąc swoje, cierpią.) Twarze Kobiet jakby oczekiwały ode mnie przytulenia a i ja chciałbym się do nich przytulić, abyśmy nie byli aż tak samotni. Wszystko w Pana filmie postrzegam jako uzasadnione, od muzyki (jakże dyskretnej, jakby jej wcale nie było), poprzez grę aktorską i efekty techniczne (także komputerowe). Rola dziennikarki to majstersztyk pracy aktorskiej. Błyskawiczne metamorfozy zdarzają się, ale w przypowieściach. Droga do dojrzałości osobowej i profesjonalnej, a to wymaga krytycyzmu i pokory, jest drogą błędów i osobistych rozeznań, gdy chce się być człowiekiem odpowiedzialnym.

Niestety, ale wycisnął Pan także ze mnie łzy. Stworzył Pan scenę, w której Polka z okolic Smoleńska (z charakterystycznym zaśpiewem Polaków ze wschodu), nie znając miejsca pochówku swego syna, żołnierza rosyjskiej armii, gestem rytualnym prawosławnego znaku krzyża, kończy modlitwę przed tymczasowym pomnikiem dramatu śmierci Polaków nad Smoleńskiem i zachęca, aby się również modlić za wrogów. Za tych, którzy zabijają.

 

Szanowny Panie, był taki moment w moim życiu, gdy absolutnie niespodziewanie dostrzegłem dwa lata temu na peronie warszawskiego dworca centralnego smutną i jakby zagubioną twarz Antoniego Krauzego. Podjąłem błyskawiczną i przecież bezczelną decyzję, aby podejść do Pana. Zacząłem się tłumaczyć, że nie potrafiłem się powstrzymać, aby nie spróbować uścisnąć w szacunku Pana dłoni. Wyciągnął Pan do mnie dłoń. Uśmiechnęliśmy się do siebie. Poszedł Pan dalej wzdłuż peronu, nieco przygarbiony. Nie mógł Pan wiedzieć, że pragnąłem ucałować Pana dłoń.