31 Paź

Kilka myśli o czasie i wieczności

 

“WIECZNOŚĆ POŚRODKU CZASU” – to bardzo interesująca książka, której autorem jest Wilfrid Stinissen OCD.

 

 

“Czas szybko biegnie, czas ucieka” – mówimy. To co nas najbardziej uderza, kiedy myślimy o czasie, to jego przemijanie. Na tej ziemi wszystko przemija. Zdarzenia są jak przejeżdżające pociągi. Szczególnie kiedy sięgamy myślą wstecz, wydaje się, że czas ucieka w szalonym tempie. Dziecko ma wrażenie, że jego babcia żyje już nieskończenie długo, a myśl o tym, że i ono mogłoby być tak stare, jak ona, przyprawia o zawrót głowy: to tak, jakby mieć przed sobą całą nieskończoność. Babcia natomiast wspomina swoje dzieciństwo tak, jakby to wszystko wydarzyło się zaledwie wczoraj i całe życie zdaje się być snem lub jednym mgnieniem. Wszystko się skończyło.

Kogóż z nas raz po raz nie ogarnia żałość, dlatego, że wszystko przemija, że tyle już przeminęło? To, co przeminęło w moim życiu, stale się powiększa, to, co nadchodzi, maleje. Wydaje się, jakby przeszłość połykała przyszłość. Właściwie nie jest prawdą, że człowiek ,,ma” czas. Czas ucieka, jak piasek przez palce. Nie mamy nad nim żadnej władzy. Jest niepokonany. Nigdy nie możemy go zatrzymać. Nie podlega żadnym wpływom. „Nagi czas” tzn. czas odarty z wymiaru wieczności, jest przekleństwem. Drwi sobie z nas. Bez naszej woli.

Jednak i my powinniśmy ,,zabawić” się z nim. Dobrowolnie. Może byłby to sposób, by móc przełamać przekleństwo czasu. Możemy „pozwolić”, by czas biegł, możemy włączyć się w jego strumień. Właściwie,dlaczego mielibyśmy zatrzymać jego bieg? Gdyby nie upływał, gdyby biegł wolniej, to i czas oczekiwania na nową jakość życia byłby dłuższy. Czy przedkładamy preludium ponad symfonię? Czas, który od nas ucieka, może być błogosławieństwem dla tych, którzy zapominają o tym, co za nimi, wytężają siły ku temu, co przed nimi, pędząc ku wyznaczonej mecie. Może przemijalność czasu to nic innego, jak jego usilne dążenie, by dotrzeć do tego momentu, w którym rozpłynie się w nieskończoność?

Oto główna propozycja W. Stinissena: ,,Zamiast myśleć o czasie i wieczności jako o dwóch liniach biegnących równolegle i przez to nie spotykających się nigdy, powinniśmy widzieć wieczność jako linię pionową, mającą nieustannie kontakt z czasem. Pionowa linia czasu jest nieruchoma, podczas gdy pozioma wciąż się przemieszcza. W każdym momencie wieczność dotyka czasu i ten kontakt nadaje czasowi wymiar głębi”.
Istotą czasu jest ruch, zmienność, cząstkowość, podczas gdy wieczność odznacza się stabilnością, bliskością, pełnią.

Wszystkim nam może być dana ta odrobina wieczności, bez względu na to, czy jesteśmy wierzący, czy nie. Tego, że przyroda jest jedną z bram do wieczności, zapewne wszyscy z nas doświadczyli. Cechą natury jest to, że jest ona przekaźnikiem wieczności pośrodku zmian, jakie zachodzą w czasie. Wszystko jest w ruchu i mimo to, wszystko mówi o czymś, co znajduje się poza ruchem, o wszechogarniającej ciszy. Nie potrzeba być mistykiem, aby wyczuć, że natura świadczy o pełni. Pomimo że wszystko w naturze jest cząstkowe.

Inną bramą do wieczności jest sama rzeczywistość, życie w niej. Czy nie jest to oczywiste? Nie. Zamiast żyć w rzeczywistości, jakże często zamykamy się w naszych myślach, przesądach, iluzjach, naszych skostniałych i nieprzejednanych „koncepcjach”. Dobrze byłoby nauczyć się patrzeć na świat i ludzi tak, jakbyśmy ich oglądali po raz pierwszy. Nauczyć się pozwalać im, aby byli tacy, jacy są, a nie tacy, jakimi ich sobie wyobrażamy. Czynimy wszystko małym, kiedy zamykamy się w naszych starych pojęciach. Rzeczywistość jest większa. Właściwy kontakt z rzeczywistością pozwala nam wyczuć to, co nie ma granic. Widać to wyraźnie w naszych osobistych kontaktach. Kiedy wychodzę ku człowiekowi z otwartością to doświadczam, że jest on zawsze czymś więcej, niż moja wiedza o nim. Każdy spotkany człowiek ma mi coś szczególnego do przekazania. Otwierając się na głębię drugiego człowieka mogę bardziej wniknąć w moją własną głębię.

Także w mojej pracy, w moich zadaniach mogę doświadczyć czegoś z wieczności wtedy, kiedy zapominam o sobie, o tym, ile na tym zyskam albo, kiedy i jak „robotę” zakończę. Dopiero nasze zatroskanie o siebie samych, myśl o własnej korzyści, czyni nas niewolnikami czasu, pozbawionymi aury wieczności. Bez wewnętrznego pokoju i ciszy niemożliwe jest życie w rzeczywistości. Dla tego, kto żyje w wewnętrznym milczeniu, wszystko przemawia językiem wieczności. Hałas jest naznaczony przemijaniem, milczenie – wiecznością. W ciszy mamy szansę zbliżyć się do naszej najintymniejszej głębi, która będąc pokojem i milczeniem wszystko przemienia w wieczność.

I jeszcze miłość. Przeczuwamy, że istnieje jakiś moment czegoś absolutnego i wiecznego w miłości. Gdy tę bramę otworzysz, wieczność otwiera się sama. Gdy zapominamy o sobie i pracujemy na rzecz brata i siostry – czas nabiera smaku wieczności. Ofiarność i służba przekracza przemijanie. Walcząc z czasem, nigdy go nie pokonamy. Nie troszcząc się o czas, myśląc jedynie o tym, by pracować dla „Ciebie” – czasu nigdy nie zabraknie. Jesteśmy stworzeni do miłości – oto nasze życie wieczne.
Nawet maleńki promyk miłości jest równocześnie promykiem życia wiecznego, które już teraz jest nam dane w Tym, KTÓRY JEST.

                                                                                       Opracował Jerzy Binkowski

 


 

Statek pruł otwartą przestrzeń morza. Nocą, kiedy wiatr wzburzył fale, wielu pasażerów obawiając się sztormu wybiło się ze snu, chodzili po pokładzie przygryzając wargi, nieliczni modlili się. Odgłosy burzy obudziły także dziewięcioletnią córeczkę kapitana. – Mamo, co się dzieje? – zapytała. Matka wytłumaczyła dziecku, że uderzył w nich sztormowy wiatr. – A czy tato jest za sterem? – zapytało się dziecko. – Tak, tato prowadzi statek – powiedziała matka. Usłyszawszy to, dziewczynka położyła się w koi, ponownie zasypiając. Ufna.

(Z książki A.de Mello – „Modlitwa żaby”)