TO NIEBA ODBLASK PORAZIŁ CZŁOWIEKA

To nieba odblask poraził człowieka

Wydawnictwo BERNARDINUM – Pelplin 1997
ISBN: 83-86491-60-4

Wersja elektroniczna do pobrania PDF=>

Na tomik złożyły się utwory ze zbiorów:
Głosy z Pustyni” (1993),
W drodze z Damaszku” (1994),
Wygnanie Boga” (1992) oraz
Krzyżowa Droga” (1991).

 

ks. Wiesław Mering o tomiku To nieba odblask... w "List do Pani" =>
Wywiad o tomiku z Autorem Szymona Hołowni "Ludzki odblask nieba" =>

Waldemar Smaszcz „… nieba odblask poraził człowieka" - recenzja tomiku Jerzego Binkowskiego pt.: „Głosy z pustyni

  

               Stanisław Baliński w głośnym tomie Wieczór na Wschodzie (1928) napisał: „Na to dalekie są miasta, kąpane we wschodnim niebie, // Żeby w nich, błądząc samotnie, poczuć się bliżej siebie.” Dołączył tym samym do romantycznych poetów – wędrowców, którzy podróżowali na Wschód w poszukiwaniu prawdy o sobie samych. Ale nawet wówczas, w epoce, która odnowiła niejako kult „błędnych rycerzy”, znalazł się przynajmniej jeden pielgrzym niemal ostentacyjnie odrzucający modny orientalizm, choć przemierzył cały szlak orientalnej przygody. Juliusz Słowacki swoją wyprawę na Wschód nazwał jednoznacznie Podróżą do Ziemi Świętej, a jej punktem kulminacyjnym było miejsce męki Chrystusa, Ogród Oliwny.

               Symbolika Chrześcijańska zupełnie pomija miasta, tętniące gwarem wielkie skupiska ludzkie, nierzadko określane jako targowiska próżności, skupia się zaś na bezkresnych przestrzeniach pustyni. Pustynia bowiem nie jest odwrotnością miasta, lecz raju, pierwotnej urodzajności, którą Bóg obdarzył człowieka. Miasta pojawiły się znacznie, znacznie później, gdy pamięć rajskiego ogrodu niemal zupełnie się zatarła, a człowiek tworzył jego namiastki. Nic więc dziwnego, że ci, którzy zachowali w pamięci choćby ślad ziemi opuszczonej, udawali się na pustynię, która stała się symbolem doświadczeń i oczyszczenia. Nie zawsze była to świadoma decyzja człowieka, czasami tylko splot różnorodnych okoliczności, jak w przypadku biblijnego Jakuba, który powracając do rodzinnej ziemi przez pustynię, zatrzymał się nocą nad strumieniem i tam odnalazł go Pan.

Karol Wojtyła poświęcił temu wydarzeniu fragment poematu Myśl jest przestrzenią dziwną:

A był to Jakub pasterz, który wśród potęg ziemi
nie czuł się nigdy obco. Tak w nich po prostu tkwił,
że masyw milczącej wiedzy wyrastał w nim bez natchnienia
i bywał myślom przytomny, choć brakowało słów.

 

I nagle, gdy noc już zupełna stopniowo zgasiła oczy
owiec, a potem wielbłądów, a potem dzieci i żon,
Jakub z masywem swej wiedzy pozostał zupełnie samotny,
lecz czuł, że ktoś go ogarnia i że nie ruszy się stąd.

 

I ktoś – ten sam – tak samo otworzył jego świadomość do dnia,
tak samo, a jednak inaczej niż dziecko, niż owca lub sprzęt;
jednakże tamtych nie zmiażdżył, nie zepchnął, tylko objął,
tak że wszystkie z Nim z lekka drżały odsłaniając wewnętrzny swój lęk.

  

               Jerzy Binkowski odbył swoją podróż na Wschód w okolicznościach dalekich od utrwalonych w tradycji wędrówek przez pustynię. A jednak pod sypkim piaskiem potrafi odnaleźć „świeżość wyssaną ze źródła”. Dlatego jego bohater „nie powie słowa o magicznej mocy przypadków”, bo jego przemierzanie bezkresnych przestrzeni od początku naznaczone jest jakąś celowością, początkowo nie dostrzeganą, to prawda, ale obecną, jak ów „masyw milczącej wiedzy” w wierszu Karola Wojtyły. Już w pierwszym utworze tego dobrze skomponowanego cyklu pojawia się zdanie, które ciąży nad całym zbiorem: „to nieba odblask poraził człowieka”. A porażony niebem człowiek będzie odtąd nosił w sobie to odbicie wieczności.

               Uczestniczymy więc w biografii konkretnego człowieka, który przybył z bezkresu pustyni, „przeprowadził się // na wyśniony drugi brzeg” i odtąd jego własna historia zlała się z dziejami starożytnego miasta. A nie przestała być jego osobistym doświadczeniem i indywidualnym poszukiwaniem prawdy, co widać zarówno w tym najbardziej ludzkim doświadczeniu, jakim jest miłość (piękny erotyk), jak i refleksjach żołnierza dostrzegającego bezsens zabijania.

               Podczas gdy miast rosło poszerzając swój obszar, bohater rósł wewnętrznie, o czym świadczą choćby takie spostrzeżenia, jak to dostrzegające „miejsce najwyższe w okolicy”, które mu „zdawało się miejscem styku nieba i ziemi”, czy refleksje na temat śmierci, zakończone „niedorzeczną” – jak mu się wydawało – myślą, „że będzie żył zawsze”.

               Pojawia się jednak w tym cyklu postać, która wyraźnie wyznacza już nowy czas, do którego bohater zmierza. To, oczywiście, św. Jan który pojawił się, by prostować ścieżki przed nadejściem Pana. Dzięki niemu nasze pytania, jak mogli żyć mieszkańcy starożytnego miasta „w takim splątaniu losów i samotnej wyobraźni”, wydają się mniej dramatyczne, a poczucie wspólnoty staje się mniej realne. Na tyle realne, że niebo lśniące ostro „fatamorgana POLSKA” przywołuje obraz, który odczytujemy już bez żadnej wątpliwości:

Niech powrócą dni z mlekiem w kamiennym dzbanku
Krowy łeb pochylony w poszycie łąki
Pełznij trawo i ukryj żar tej rozłąki

 

                                                                                                         Waldemar Smaszcz