6 Mar

O wychowywaniu – Memento amori

Będąc kilkunastoletnim młodzieńcem ochoczo zamieniałem formułę liturgii środy popielcowej: „Memento mori” – pamiętaj o śmierci – na żartobliwy zwrot: „Memento amori”, co miało się tłumaczyć na – pamiętaj o miłości!

 

                                   Krzyż, fot. J.B.

Dzisiaj coraz wyraźnej widzę związek pomiędzy przypominaniem o tajemniczym finale ziemskiej wędrówki człowieka a szaloną miłością jednego Żyda, który całemu światu ośmielił się powiedzieć, że Jest Zbawieniem i Życiem. Trudno nam dzisiaj wyobrazić sobie, jak gorszącą i prowokacyjną była nauka krzyża, głoszona przez apostołów. Tak trudno przyjąć i zrozumieć znaczenie krzyża w naszym życiu. Jak uwierzyć w mądrość krzyża, który nas przygniata do ziemi? Czy można chlubić się własnym krzyżem? Trudno odkryć w nim łaskawość Boga.

Pokorne i realistyczne dostrzeganie widzialnej nicości, kruchości i przemijalności może stać się początkiem nawrócenia: drogi ku niewidzialnej wielkości. Warto pielęgnować w sobie taką świadomość, która spostrzega rzeczywistość w perspektywie wieczności. Warto dążyć do przeżycia przełomowej chwili, w której dostrzeże człowiek właściwe proporcje i wagę doczesnych problemów, wokół których chce się koncentrować własne siły życiowe i możliwości.

Pojęciem zbierającym w jeden punkt całe przesłanie Chrystusa jest – MIŁOŚĆ. Przykazanie miłości nieprzyjaciół i wezwanie do zaniechania zemsty jest najbardziej charakterystyczną zasadą, która wyróżnia chrześcijaństwo od innych religii i systemów etycznych. Istotą miłości nie są zmienne w swej naturze uczucia, lecz decyzja, która prowadzi nas do urzeczywistnienia dobra bez eliminowania z kręgu dobra ludzi wrogich i nieprzyjaznych. Dokonać takiej przemiany można jedynie w atmosferze największych natężeń serca, umysłu i wyobraźni. Nawrócenie staje się możliwe, kiedy dramatycznie przeżywamy własną niedojrzałość i grzeszność.

Historia Chrystusa zdaje się być wymyśloną opowieścią o uratowanym sensie istnienia. Poprzez miłość, która wypełniając swoją wielkość musi być bezwarunkowa. I nawet gdyby była jedynie oszukańczym gestem samoobrony przed bezsensem istnienia – zasługuje na szacunek. Zachwyca mnie w osobie Chrystusa Jego żar i pracowitość. Na Jego przykładzie wyraziście rozpoznaję wagę samodyscypliny i cierpienia, jako podstawowych wymiarów prawdziwego życia.

Dlaczego tak trudno przyjąć do wiadomości, że samoograniczanie, włączenie hamulców, umiejętność odmawiania i odwlekania natychmiastowych gratyfikacji – to cechy dojrzałości osobowej?

                                      Krzyż, fot. J.B.

Nasze fizyczne ciało potrzebuje pożywnej diety, zrównoważonej zdrowym stylem życia i ćwiczeniami. Podobnie w sferze ducha kształtujemy się poprzez wewnętrzną dyscyplinę.
Praca jest najwspanialszym powołaniem człowieka. Jest błogosławieństwem. Jest zaproszeniem do miłości. Jest spełnianiem najróżniejszych zadań, najlepiej i najrzetelniej, jak się tylko potrafi. Życie zaskakująco łatwo staje się płytkie, puste bez wewnętrznego skupienia, bez pracy nad swoimi słabościami. Wystarczy ster sumienia i wyobraźni na chwilę wypuścić z rąk…

I jeszcze – na początku czasu liturgicznego, zwanego Wielkim Postem, pragnę podzielić się z Państwem opowieścią Józefa Puciłowskiego OP, wydrukowaną w Pelplinie w książeczce pt. „Myśląc głośno…”.

„Do księdza przychodzi do spowiedzi mężatka, która zaraz po przeżegnaniu wyłuszcza wszystkie grzechy męża, zięcia i synowej – istny potok oskarżeń.. Mąż ją gnębi, zięć nie szanuje, synowa ma za nic. Ona sama chodzi do kościółka, Pana Jezuska przyjmuje codziennie, koronki odmawia, różańczykiem się modli. No, może kiedyś kogoś obmówiła, może skłamała w czymś dobrym – więcej grzechów nie pamięta.
Więc ksiądz zadaje pokutę: za twoje grzechy: jeden raz Ojcze nasz, zaś za grzechy męża, zięcia i synowej – Droga Krzyżowa codziennie przez cały miesiąc…”.

Mądrzy ludzie powiadają, że mimo wszystko nadzieją Boga jest człowiek.