15 Lut

O wychowywaniu – Pomiędzy wierszami

Spotykam ludzi, którzy są świadomi, iż nie ma ważniejszej sprawy nad wychowywanie zdrowych, szczęśliwych dzieci. Wiedzą oni także, że nikt nie jest w stanie samodzielnie zajmować się wychowywaniem dzieci. Wszyscy potrzebujemy wzajemnego wsparcia. Dlatego też trzeba tworzyć takie formy życia społecznego, w których uwzględnia się potrzeby rodziców.
Pragnę, aby moja aktywność odbierana była jako próba wspierania tego sposobu myślenia, który przyczynia się do budowania świata łączącego w sobie ład, ofiarność, służbę, swobodę myśli i szczęście.

 

Chcę dodawać ducha i zagrzewać do wytrwałości tych, którzy rozumieją wagę i sens słów o podstawowym znaczeniu entuzjazmu i dobrej woli, ale przeżywają wątpliwości i chwile załamań. To oczywiste, że niezrozumiały dramat istnienia i po ludzku przeżywany trud istnienia, jest stałym elementem sztuki życia. Natomiast duchowość człowieka rodzi się w tym momencie, w którym konkretna osoba podejmuje wewnętrzną decyzję opowiedzenia się za przeczuwanym sensem naszej pozornie absurdalnej egzystencji.
Zaufanie Bogu, ufność wobec ludzi i zdarzeń – jest najpełniejszym gestem wiary. Żadne rozumowe argumenty nie są w stanie przekonać, iż życie ma sens, natomiast „piorunujące efekty” wychowawcze uzyskują ludzie, którzy swoim życiem świadczą, iż są ludźmi zaufania.

 

Jestem osobą, która wychowała się w mieście portowym. Zdarzało się, że moi krewni wypływali w półroczny rejs. Cóż mogło usensownić rozstanie z rodziną i pracę w szczególnie dramatycznych okolicznościach? Ileż za decyzją takiej pracy kryło się woli życia, wytrwałości i przede wszystkim zaufania wobec Losu? Opatrzności? Przeznaczenia? I także zaufania wobec oczekujących w domu!

Zaufanie jest kluczem do krainy sensu i pracy na rzecz dobra wspólnego.
Inną, wspaniałą lekcję zaufania, miłości i pracy dał mi mój teść, mężczyzna spod białostockiej Trofimówki, na kilkunastu hektarach. Pełen wiary w Bożą Opatrzność, gotów przyjąć każde zadanie, które umożliwiało owocowanie, kochając swoją rodzinę, pracował od świtu do nocy, uśmiechając się do swojej żony, czterech córek i trzody: koni, krów, owiec, świń, gęsi, kur i pszczół! A dookoła zieleń i kwiaty.

 

Przebywając kiedyś daleko od Polski (w Ekwadorze) i tęskniąc za Polską niewymownie, napisałem:

Teść – HENRYK

Prawdziwie męski kaprys
ogier duży jak stodoła
i pociągowe mleczne klacze
ze źrebakiem rasy sokólskiej

Mówiłem do ciebie – Tato –
do obcego człowieka
który pokazał mi jak się pracuje
na śmierć i życie

Z tobą powtórzyć chciałbym wszystko:
piaszczyste drogi kurz dudnienie kopyt
wjazd furą na klepisko
i zwalanie snopów pachnących rżyskiem

Nie budowałeś murów
pomiędzy sobą a światem
podnosiłeś w sadzie tylko te owoce
które spadły po twojej stronie płotu

Basowy pomruk pszczół na łąkach
Woń jabłek obok domu w sadzie

kryształowy dźwięk zimy pod saniami
wszystko to trudno zmieścić pomiędzy wierszami

                                                                                        Jerzy Binkowski