15 Lis

O wychowywaniu – Rozpalić się

 

Pisałem o empatii, przyrównując ją z wysiłkiem,  na jaki zdobywają się matka brzemienna i dziecko podczas procesu wzrastania i urodzenia. Dotarł do mnie list z komentarzem owej metafory :

 

„Zastanawiam się, uwzględniając własne doświadczenie, czy to, co napisał pan o kobiecie brzemiennej, czy nie jest jedynie jakimś ideałem, czymś jak model, taka „super wizja” kobiety ciężarnej. Ja, zwykła baba, miałam małą świadomość tego, że doświadczam cudu! Najpierw to bóle głowy i wymioty oraz mdłości męczą, potem wszystkie ulubione ciuchy na ciebie nie pasują, potem zjadasz wszystko (żeby nie powiedzieć – żresz)… później wyglądasz jak wieloryb a potem to cię potną – trochę wyżej lub niżej… a jeszcze później co najmniej przez pół roku nieprzespane noce, że masz ochotę piznąć tym wszystkim i wyjść i nie wrócić!”

 

Cytuję słowa, dzięki którym zbliżyłem się do pogłębienia  rozumienia empatii. Empatyczne porozumienie to nie tylko „słodycz”. To także napięcie, wysiłek, rozdrażnienie, niepokój, zmęczenie. Empatyczny kontakt ma swoją biologię, swoją fizjologię, determinanty, o których zapomniałem, charakteryzując empatię. Tak więc współelementem głębokiego  kontaktu z drugą osobą jest pewna niewygoda, fizyczny trud dopasowania się, podporządkowanie się temu, co  wydarza się tu i teraz. Możemy mieć różne potrzeby, różne „apetyty”, gdyż dzieje się coś nowego. Bywamy tak skupieni, że zapominamy o tym, jak się prezentujemy w oczach „świata”, ponieważ zależy nam na jednym: dopasowywaniu do  wcześniej nieznanych i nieprzewidywalnych parametrów rzeczywistości pomiędzy osobami. To jest niewygodne. To jest trud. Praca.

 

Staje się więc coraz bardziej oczywiste, że czuwanie obok wzrastającego dziecka związane jest w naturalny sposób z niewygodą przekraczania wcześniejszych i już ugruntowanych schematów. Co więcej, trwanie w przyjaźni rodzinnej, małżeńskiej też naturalnie związane jest z trudem nieustannego modyfikowania samego siebie. Każda relacja ze spotkaną osobą jest odmienna. Przed fantastycznym wyzwaniem stają nauczyciele – już to w przedszkolu, szkole jak i na wyższych uczelniach: uważna uważność i biologiczny trud. Jak wielkim wysiłkiem i cierpieniem jest owo nieustanne wzrastanie niech świadczy wysoki procent osób mówiących o wypaleniu zawodowym. Jako celne spostrzegałem sformułowanie, że osoba, która stała się „wypalona” najpierw musiała się palić, żarzyć. Dawać ciepło, dawać empatię, związane jest z nakładem dużej pracy, Będziemy się dłużej palić i emanować ciepłem, gdy  nie zapomnimy o „dokarmianiu” siebie – o głębokiej trosce o stan naszych psycho-fizycznych akumulatorów. „Rozgorączkowany” , „rozpalony” – to synonimy cech osoby  gotowej do budowania  zaangażowanej relacji. Słowa te oddają stan ducha i fizyczną gotowość do znoszenia trudów SPOTKANIA.