25 Lut

Obrazki polskie – obrazy powodem do obrazy?

 

„Obrazki polskie” – obrazy powodem do obrazy?

         Okładka książki “Obrazki polskie”

W najnowszej książce Pani Elżbiety Morawiec znajdujemy słowa oburzenia i świętego gniewu. Słowa żalu. Krzyk rozpaczy i absolutnej niezgody na świat polskiej polityki lat 2010 – 2015, zarządzanej przez niegodne pożałowania osoby – Bronisław Komorowski i  Donald Tusk nigdy nie powinni sprawować funkcji państwowych i rządowych! Takie dramatyczne i  bolesne uczucia odnajduję w ostatniej książce ważnej postaci polskiego teatru, znanej z bezkompromisowej publicystki.

Autorka stawia jaskrawą i jednoznaczną diagnozę: to była obrzydliwa kraina oszustów, hipokrytów, zdrajców. Naszą ojczyzną, Polską, naszym dobrem wspólnym, zarządzali niby dorośli a przecież chłopcy w krótkich spodenkach. Krótkie spodenki to zawstydzający strój na arenie najtrudniejszej gry – gry  politycznej o sensowne oblicze polityki zagranicznej oraz wewnętrznej. Wyjść w „krótkich spodenkach” do negocjacji w sprawie dramatu pod/nad Smoleńskiem, jest obrazą narodu przez wieki walczącego o sprawiedliwość, wolność i suwerenność! Pozostawić śledztwo w rękach komunistycznych spadkobierców zbrodniarzy z roku 1941 – ROZPACZ. Jakaż naiwność. Cynizm? Idiotyzm!

Dotychczas nie spotkałem równie żarliwej w gniewie wyceny postawy byłego prezydenta i byłego premiera Rzeczpospolitej. Nasza ojczyzna opanowana została przez ludzi o nieczystych sercach, zapaskudzonym umyśle i brudnych rękach – zdaje się mówić Pani Elżbieta Mrowiec. Autorka nie znajduje żadnego, żadnego usprawiedliwienia dla ludzi pokroju Tuska, Komorowskiego, Wałęsy, Kopacz, Hall, Szumilas, Grada, Grabarczyka, Kutza, Nowaka, Michnika, Palikota, Dworaka, Millera, Kalisza, Hartmana, Grossa, Pieronka, Nycza, Dukaczewskiego, Milewskiego, Zolla, Ziejki, Rzeplińskiego. Rycho, Zbycho, Grzecho i Miro to szczególni prostaccy aktywiści frontu walki o własny „interes”.

W książce znajdą swój ponury cień ludzie teatru: Mrożek, Lupa, Warlikowski, Jerzyna, Klata, Zadara, Kleczewska…  „ W kosmosie bez Boga, bez Polski, bez tożsamości. Taka czarna wyjąca dziura. A cóż może być kotwicą w tak strasznym stanie rozchwianej tożsamości kulturowej, rozchwianej pamięci historii, mglistych doznań – kim się jest – mężczyzną, kobietą, obojnakiem? W takiej sytuacji jedyny ratunek to absolutne rozchwianie WSZYSTKIEGO!”

Autorka z nieskrywaną surowością opisuje udział i wkład  osób „kultury lgbt” – dostrzegając ich niczym uprawnioną ekspansję na sceny i estrady. Ludzie płci „wymyślonej” (wykombinowanej) stali się symbolem kultury niepłodnej! W sposób podstawowy niszczą narodową tkankę życia i rozwoju Polski.

„OJCZYZNA TO MOJA MATKA”. Nie o takiej MATCE – OJCZYŹNIE mówił Jan Paweł II. Odnoszę wrażenie, że właśnie ten święty człowiek – poeta, dramaturg, orator i świątobliwy kapłan, zawładnął sercem i wyobraźnią autorki. Karol Wojtyła –  duszpasterz z Krakowa, jest osobą, z którą autorka ciągle wiąże największe nadzieje. Orędzie Jana Pawła II spostrzega jako szansę dla współczesnego świata. Wokół idei świata wartości skodyfikowanych w DEKALOGU i potwierdzonych życiem i śmiercią Jezusa Chrystusa, zgromadziła wcale pokaźną galerię twórczych osób. Zacznę od grupy ludzi profesjonalnie mi najbliższej – poeci. Mam wrażenie, że paradoksalnie, nie wśród ludzi teatru a właśnie wśród poetów Elżbieta Morawiec znalazła osoby piękne, barwne i głęboko osadzone w człowieczeństwie, patriotyzmie i religijności. Leszkowi Elektorowiczowi  („Smoleńskie pole”, „Wiersze dla Marii”), składa autorka szczególnie osobisty znak wdzięczności za przyjaźń. Szanuje twórczość Tadeusza Różewicza: (cyt.) „Jego poezja jest jak równo ciosane, nieoszlifowane bloki marmuru – surowa i wieczna. Jak nikt inny przed nim odnowił poetyckie źródło polszczyzny. Uczynił ją prostą i w tej prostocie wielką. Jak za czasów Kochanowskiego i Mickiewicza” (k.cyt) str.255. Wielokrotnie przywołuje Zbigniewa Herberta. Troszczy się o Leszka Długosza, niesprawiedliwie pomijanego w legendzie Piwnicy pod baranami. Elżbieta Morawiec przyznaje się do słabości wobec poezji religijnej Wojciecha Kudyby, Wojciecha Wencla i wstrząsających patriotycznych wątków poezji Przemysława Dakowicza. Docenia poetycką twórczość Jana Leończuka z Białegostoku. Nie zaskoczyła mnie fascynacja twórczością poetycką szwedzkiego noblisty (psychologa) – Tomasa Transtromera, odnotowana w rozdziale zatytułowanym Morze, muzyka, milczenie. Wydaje się, że słowa te odkrywają przed nami wielkie marzenie autorki o kontemplacji, modlitwie i wyciszeniu. Tymczasem rzeczywistość polityczna w kraju domaga się od niej dalszych realistycznie surowych ocen. Jest przecież strażniczką Polski pięknej, moralnej i odpowiedzialnej. Chce bronić przed profanacją polską kulturę. Brzydzi się bluźnierstwem w anty-sztuce. Dlatego podkreśla obecność w teatrze takich osób jak Halina Łabonarska, Katarzyna Łaniewska, Anna Chodakowska, Ewa Dałkowska, Jerzy Zelnik, Marcin Prałat, Redbad Klijnstra… Kalejdoskop  „dobrych” nazwisk można poszerzać. Wśród utalentowanych ludzi literatury współczesnej autorka kłania się Janowi Polkowskiemu, który napisał w „Śladach krwi”: Kiedyś lubił mawiać: Każdy Polak ma życiorys obejmujący ponad tysiąc lat. To fascynujące mieć tak długie życie. Mamy sobie skracać życie do kilkudziesięciu lat? Amputować sobie skrzydlate, sielsko-rycerskie i dumne dzieciństwo Pierwszej Rzeczypospolitej, bolesne dorastanie podczas zaborów i powstań, ułańską szarżę dwudziestolecia niepodległości i zapaść drugiej wojny światowej? A czemu pomijać dzisiejszy chodnikowo-ubecki kapitalizm, odświeżony kapitalizm swojszczyzny z cudzoziemszczyzną i lekcje lokajskiego egoizmu? Nie wolno rezygnować z włączenia do naszego życia przyszłej dumnej Polski. Czemu nie anektować przyszłych stuleci, kiedy nasz kraj będzie pięknie żeglował wśród światowych burz? Czemu dusić się w chwili indywidualnego życia? Czemu rezygnować z setek lat szczęścia przekraczającego nasz krótki czas? Szczęścia moszczącego się w naszych ponadczasowych sercach, wyrastającego ponad zgubę bycia kimkolwiek, we wszystko jedno jakim kraju?” (str.345)

Wielokrotnie autorka podkreśla swoją przynależność duchową do grupy twórców, którzy znaleźli swego przewodnika poprzez meandry historii, w osobie profesora Andrzeja Nowaka. Jego postawa i twórczość wzbogaca świadomość historyczną i pomaga kształtować tożsamość narodową Polaków. Dzieje Polski – tom I i II, Strachy i Lachy, Historia i polityka, Wygaszanie Polski, Oburzeni. Wszystkie wymienione tytuły, starannie i piękne wydane w krakowskim BIAŁYM KRUKU, stanowić mogą skarbiec dla budowania osobistej wiedzy historycznej i społecznej.

 Elżbieta Morawiec w swoich „Obrazkach polskich” przypomina powstańców (także tych na ołtarzach – Rafała Kalinowskiego, Adama Chmielowskiego), zesłańców Sybiru, Józefa Piłsudskiego, Legiony, obrońców Lwowa, świętych męczenników Kresów całych i Wołynia, więźniów kazamatów i zamordowanych przez barbarzyńców z NKWD, UB i SB. Żyje wspomnieniem dziesięciomilionowego ruchu społecznego czasów SOLIDARNOŚCI. Chyli czoło wobec skromnego a „szalonego” kapłana z Torunia, który z niczego – co ja piszę?, z Bożej Łaski! – zorganizował RADIO MARYJA i telewizję TRWAM, co pozwoliło usłyszeć liturgię i naukę Kościoła w każdym katolickim domu.

A jednak.., a jednak.., cały czas podczas lektury nie mogłem uwolnić się od skojarzenia, że Elżbieta Morawiec, rzucając hańbiącą prawdę prosto w oczy tym, którzy „zdradzili o świcie”, lęka się, że oni zwyciężą. Że świat i przyszłość nabierze tę treść i formę, którą Ona  odrzuca. Pisarka, na każdym centymetrze kwadratowym 324 stron książki bezwzględnie krytykuje świat, który nie kieruje się wartościami chrześcijańskimi w życiu społecznym, w życiu rodzinnym. A przecież nie raz pewnie doświadczyła, że deklarowany katolicyzm i chodzenie do kościoła na niedzielną Mszę Świętą – dosłownie: NIC ZNACZY. Niepewność co do przyszłości mogłaby okazać się słuszna, gdybyśmy zatrzymali się na poziomie politycznych manipulacji. Jakby zapomniała szlachetna obrończyni, że każdy z nas istnieje nie tylko w ziemskim wymiarze „tutejszych” kalkulacji. Miejmy odwagę odwołać się do Wyższej Instancji.

Dzisiaj, gdy patrzę na naszych rodaków, w większości zapewne ochrzczonych, jak agresywnie są nastawieni do rządzącej ekipy próbującej zbudować państwo prawa i sprawiedliwości, myślę sobie, że ten brak zahamowań w rzucaniu obelg, w kreśleniu podłych scenariuszy, nigdy się nie skończy. Oni potrzebują uzdrowienia. To naglący problem. Dziś nic nie wskazuje na to, że wrogowie z korporacji i mafii kiedykolwiek się opamiętają. Przeciwnie, pogrążają się w nienawiści coraz bardziej. Wydaje się, że modlitwa za nieprzyjaciół jest obowiązkiem katolika. Przemieniajmy nasze serca i nie obrażajmy się na rzeczywistość.

Polska jest niezwykle trudnym zobowiązaniem. Bądźmy wierni Ojczyźnie i Jej ponad tysiącletniej kulturze – zachęca płomiennie autorka najnowszej książki  Wydawnictwa ARCANA – ELŻBIETA MORAWIEC. Dodam: DEO  ET PATRIAE.

Elżbieta Morawiec – autorka książki Obrazki polskie (Wydawnictwo ARCANA, Kraków – 2016, s.324)przez lata pełniła funkcje kierownika literackiego Teatru Starego w Krakowie, Teatru Studio w Warszawie, Teatru Polskiego we Wrocławiu i Teatru Ósmego Dnia w Poznaniu.  W dorobku pisarskim Elżbiety Morawiec odnajdujemy wiele tekstów krytyczno-teatralnych publikowanych w miesięczniku Dialog. Jest Elżbieta Morawiec autorką licznych książek, między innymi „Powidoki teatru: świadomość teatralna w polskim teatrze powojennym” (Wydawnictwo Literackie – 1991), Małe lustra albo długi cień PRL (Wydawnictwo ARCANA  – 1999), Jerzy Grzegorzewski – mistrz światła i wizji (Wydawnictwo ARCANA – 2006), „Nadzieja, świat i krętacze” (Wydawnictwo ARCANA – 2011). 

Elżbieta Morawiec została wyróżniona w 2011 roku Medalem NIEZŁOMNYM W SŁOWIE.

                                                                                                                                       JERZY BINKOWSKI