4 Sty

Polska moja miłość – Jana Polkowskiego. Książka wzrusza czułą wrażliwością.

Książka wzrusza czułą wrażliwością. Inspiruje głębią komentarzy. Autor wstrząsająco celnie formułuje diagnozy.
Zachwyca precyzją opisów. Szokuje radykalizmem sądów . Jan Polkowski jest gotów oddać życie swoje, aby obronić UMIŁOWANĄ.
Pragnie uchronić tajemnicę ŻYCIA, które ONAPOLSKA skrywa w sobie.

POLSKA z zadrą ZDRADY

 
„Zdrada” – to gorzkie (bo pełne goryczy) słowo, zdaje się przenikać każdą myśl o samotnej Polsce, umieszczonej przez los pomiędzy wschodnio morderczym ruskim nacjonalizmem i komunizmem a zachodnio wyrafinowanym i zbrodniczym niemieckim faszyzmem. Bezwzględność bandytów okraszona została tłustą zdradą Anglików i Amerykanów. Samotność Polski jest „(…) śmiertelnie ukryta w wojskowych rozkazach, politycznych manifestach, międzynarodowych traktatach, dyplomatycznych uprzejmościach, programach szkolnych, moralnych zaklęciach i religijnych modłach.” (…) Wojny nie mają zwycięzców. Zostawiają i zostawiły krwawe rany w ojcach naszych ojców, w naszych ojcach a w nas – igrają cienie zbrodniarzy i odblask łez ofiar zbrodni a także krzyk bohaterów budzących do walki – wydawałoby się beznadziejnej – o wolność, o honor, o MATKĘ.

Dlaczego potomkom komunistycznych bonzów, posadzonych na stołkach IV władzy przez rodziców uwikłanych w morderczy system, których dzieci nie miały sił i odwagi aby go zanegować (analogicznie jak większość potomków zbrodniarzy niemieckich), tak bardzo zależy, aby Polska nie była Polską? Aby Polski nie było? Jej kultury? Języka? Religii? To jest dopiero ZDRADA – krzyczy w rozpaczy Jan Polkowski, nawiązując do sposobów ochraniania zbrodniarzy niemieckich przez niemieckich prawników, twierdzących, że to co było legalne wcześniej (w czasie wojny), nie może być teraz osądzane jako nielegalne?

JĘZYK POLSKI

A przecież POLSKA w swoim języku jest najpiękniejsza. Tylko w polskim języku znajdziemy słowa, które przybliżają nas do drgnień własnego serca. W dźwięcznym i pogodnym akordzie matczynej miłości odkryjemy intensywność i głębię swojego zachwytu, smutku, uwielbienia, namyślenia, modlitwy, kontemplacji. To po polsku jedynie można powiedzieć za Kochanowskim: „Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary (…)” . To dzięki Miłoszowi wzruszeni płaczemy, gdy czytamy:

„TO jest jak kiedy syn króla wybiera się na miasto i widzi świat prawdziwy: nędzę, chorobę, starzenie się i śmierć.

TO może też być porównane do nieruchomej twarzy kogoś, kto pojął, że został opuszczony na zawsze. Albo do słów lekarza o nie dającym się odwrócić wyroku.

Ponieważ TO oznacza natkniecie się na kamienny mur, i zrozumienie, że ten mur nie ustąpi żadnym naszym błaganiom”

(fragment wiersza Cz.Miłosza pt. „TO”)

Jan Polkowski, będąc surowym komentatorem zdarzeń z historii niewolnictwa narodu polskiego, jest wyjątkowo łaskawy wobec Czesława Miłosza i temu poetyckiemu koryfeuszowi wybacza załamanie linii życiowej, gdy wielki poeta poszedł na kilkuletnią współpracę z komunistami. Miłosz przyznał się do grzechu, przeprosił i zadośćuczynił swoim zaangażowaniem w poszukiwaniu dostojnego piękna języka polskiego. Szanuje Tadeusza Różewicza, godząc się z jego postawą unikania zależności od komitetów partyjnych. Prześmiewa natomiast literatów – pieszczochów systemu. Naigrawa się m.in. z Iwaszkiewicza, Stryjkowskiego, Tadeusza Kubiaka, z jednoczesnym hołdem wobec osoby i twórczości brata Tadeusza – Zygmunta Kubiaka, poświęcając badaczowi greckiej i rzymskiej kultury jeden z esejów „Europa to bezdomność”, gdzie przeczytamy: „Prawdziwe życie skupia się przecież na przeszłości i przyszłości – mówiąc inaczej – na pamięci, odpowiedzialności i miłości”

Jan Polkowski jest wyczulony na każdy fałsz, każde kłamstwo. Odnoszę wrażenie, że gotuje się w sobie, kiedy dostrzega fałsz i fałszerzy. Wrzątkiem sprawiedliwości oblewa kłamców i przyznaje się, że traci nadzieję. Pisze: „Może to starość, może skłonność do niepotrzebnego cierpiętnictwa, ale ból samotności Polski w miarę upływu lat dopadał mnie coraz częściej. Łapię się również na tym, że coraz częściej patrzę w oczy mego zmarłego Ojca. Od lat wyczuwam, że nieliczni ludzie, z którymi się stykam, nie rozumieją mojej bezradnej wściekłości i melancholijnej chandry. A ona od jakiegoś czasu już nie opuszcza mnie nawet na chwilę, jakby chciała anektować bez reszty moją osobną, nie dzieloną z nikim samotność”.

Schylam głowę przed pisarzem, który nie kryjąc się w jakiejkolwiek konwencji literackiej, pisze serię artykułów o piekącym bólu miłości OJCZYZNY. Janowi Polkowskiemu należą się podziękowania w imieniu wielu czytelników, którzy wyczekują Jego przemyśleń w kolejnym numerze tygodnika „wSieci”. Dziękuję i gratuluję redaktorom wydawnictwa PRO PATRIA. Książka POLSKA MOJA MIŁOŚĆ może stanowi zaczyn PRZEBUDZENIA ze stanu hibernacji, który jest fizjologicznym stanem organizmu polegającym na spowolnieniu procesów życiowych o charakterze przystosowawczym a zwiększającym tolerancję organizmu wobec niesprzyjających warunków środowiskowych. Czas otworzyć szeroko oczy.

I jeszcze jedno – czytając POLSKA MOJA MIŁOŚĆ byłem wraz z gniewem Autora wobec morderców, z oburzeniem dla niesprawiedliwości i bezczelności systemów totalitarnych, z szokiem wobec idiotyzmu, perfidii oraz zachłanności a kiedy indziej ohydnej obojętności. Pomyślałem, że gdyby nie pisarstwo Jana Polkowskiego, trwałbym dalej w eleganckiej tolerancji i wyrozumiałości, zwłaszcza wobec komunistycznej przeszłości morderców z Gdyni, Gdańska, Szczecina i wielu miast Polski czasów PRL. Przecież jestem chrześcijaninem. Jestem katolikiem…

NIE! Nie wiedziałem dotychczas tak wyraziście, że jestem nieco starszym, przyrodnim bratem Jana Polkowskiego. O ileż mądrzejszy jest ten młodszy brat.

Jerzy Binkowski