28 Paź

Powaga własnej wierzącej egzystencji

Radosne światło w oczach mogłoby być znakiem „firmowym” wierzących w sens życia. W ZMARTWYCHWSTANIE. Czy nasze twarze promienieją ufnością i nadzieją?

Jak zaczarowany patrzę na zmieniającą się Polskę. Z zachwytem patrzę na dobrą zmianę. Rzeczywistość pełna jest zatroskania o rodziny wielodzietne i najbiedniejszych. Żyję w kraju, w którym staramy się, aby słowo OJCZYZNA obejmowało swoim ciepłem jak najszerszy krąg osób. Pisząc o cieple, niech wspomnę, że stać mnie było ostatnio na zakup kożuszka przed zbliżającymi się chłodami. Cieszyłem się jak dziecko, które chce pójść spać, otulony miękkością i zapachem nowego przedmiotu, który w moim przeżywaniu stał się symbolem poczucia bezpieczeństwa. Pomyślałem, że kożuszek ochroni mnie przed niewygodnym zimnem zimy. Uśmiecham się.

Uśmiech emeryta dodany do uśmiechu dziecka cieszącego się uśmiechem dziadka a pomnożony przez uśmiech tysięcy dzieci otoczonych serdeczną troską tysięcy dziadków, czy można wyobrazić sobie rzeczywistość piękniejszą?

Gdy widzę twarze bez uśmiechu, niepokoję się. Jak można takim ludziom pomóc? Pewnie nie można dopóty, dopóki oni sami nie zobaczą szansy dobrej zmiany swojej twarzy w lustrze – w twarzach osób sobie najbliższych. 

Komentatorzy aż śmieszni są od nadmiaru interpretacji na temat przypisywania podłych czy infantylnych motywów działania np. Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej oraz innym osobom, które oddelegowaliśmy (jako demokratyczna większość) do zarządzania dobrem wspólnym. Niektórzy z tych nieszczęsnych, bo smutnych ludzi ogłaszają, że „tę władzę obalimy!”. Innymi słowy – trzeba pozbawić władzy tych ludzi, którzy nas reprezentują. Trzeba nas wyeliminować. Trzeba wyeliminować ludzi, którzy kierują się tak absurdalnymi wartościami jak „dobro wspólne”, honor, odpowiedzialność. Bóg.

Niedostrzegalna jest istota dobrej zmiany. Istotą dobrej zmiany jest katolicka duchowość osób, które dźwigają ciężar prowadzenia dużego europejskiego państwa. I to właśnie większości wyborców, którzy oddali głos dwa lata temu, bardzo odpowiada. Ufam Prezydentowi. Nie jest to ufność dziecka. Jestem mężczyzną doświadczonym w dobrym i złym, i wiem, co to znaczy ponosić odpowiedzialność w perspektywie człowieka wierzącego.

Powaga własnej wierzącej egzystencji wymusza na mnie, gdyż chcę tego , świadomość Daru Zbawienia. W  obliczu Boga samego i miłości bliźniego dokonuję wyborów. W ludzkiej słabości klękam i błagam o błogosławieństwo, gdy nie sposób samemu (z doradcami) powiązać wszystkie wątki w jedną i po ludzku sensowną całość.

Z dużym prawdopodobieństwem trafności mówię: ekipa partii o nazwie „Prawo i Sprawiedliwość” uniwersalizuje swoją trudną misję, czyniąc bazą swych poczynań DEKALOG. Ekipa ta zawarła przymierze z narodem i urzeczywistnia misję zawartą w DEKALOGU – w Dziesięciorgu Bożych Przykazań. Właśnie tego nie chcą lub nie potrafią dostrzec komentatorzy życia społecznego.

To jest zupełnie nowa kategoria, która nie jest wskaźnikiem władzy a znakiem czystości serca. Widok przywódców mego kraju na kolanach, w modlitwie, ich pokora, uczciwość, troska i odpowiedzialność oraz praca  do granic ludzkich możliwości – na śmierć i życie – czynią ich w moich oczach wiarygodnymi.

Powaga własnej wierzącej egzystencji katolika w ZMARTWYCHWSTANIE zobowiązuje mnie (nas) do życia doczesnego najwyższej ludzkiej jakości.