11 Sty

POWIEDZCIE IM, ŻE IDĘ – recenzja książki

Okładka książki “Powiedzcie im, żę idę”

Na Pomorzu pojawiła się gwiazda – debiut literacki STANISŁAWA ALEXANDROWICZA

Powiedzcie im, że idę, wydawnictwa Marszałek-Development & Press, Toruń 2020, ss. 210.

Panie Stanisławie Alexandrowiczu, autorze szczególnej książki. Mówisz Pan w książce ze wszech miar błyskotliwie, inteligentnie i nie jak głupek.

Czytelnikowi pozwalasz również inteligentnie odczytywać chwyty, akordy, zmiany rytmu. Prezentujesz szeroką gamę pomysłów, żartobliwych interpretacji, skrótów myślowych, projekcji, nie skrywanych marzeń o człowieku pięknym, dobrym i mądrym. Twoje „meta”- interpretacje lub „meta”- subiektywność prowadzą do mety nie logiki, nie języka, nie nauki, a do Boga poza czasem, poza przestrzenią. Poza czasoprzestrzenią.

Jestem zachwycony zabawą de’konstrukcji, re’konstrukcji, konstrukcji i kreacji jednocześnie.

Nie jestem w stanie porównać Pana z kimkolwiek ze współczesnych pisarzy, jednak coś zmusza mnie do zachwytu nad dziełem kompletnym. Dzisiejszy Gogol? Rewizor?

To fantastyczne przeczytać współczesną książkę tak wyrafinowaną, tak pełną przymrużonego żartobliwie oka, napisaną dynamicznym, jędrnym językiem.

Oto smakowitość wybranego przeze mnie fragmentu:

Widzimy bowiem wyłącznie to, co potrafimy nazwać. Jak stwierdził jakiś pisarz, dzięki Internetowi dowiedział się, że na świecie jest mnóstwo kretynów. Pochwalę się, że ja to wiedziałem znacznie wcześniej. Większość ludzi nie rozumie świata, bo nie jest wstanie nazwać słowami jego podstawowych elementów, procesów, zjawisk. Mają ubogi język i słabo wykształcone struktury pojęciowe, bo większość czasu zajmuje im myślenie o seksie, unikaniu pracy i o jedzeniu. Jeśli się świata nie nazwie, to nigdy nie wykroczy poza słowa (bo nie będzie poza co wychodzić) i tym samym nie będzie się w stanie w nic uwierzyć. Wierzymy w to, co wymyka się słowom. I w tym znaczeniu religia i wiara są zjawiskami na wskroś elitarnymi. Bo są bożą łaską.

Wydaje mi się, że Pana nadwrażliwość intelektualna na istnienie rzeczywistości ponad logicznej, poza logiką stosowaną, to Pana wielka pasja, czyż nie? Pozwolę sobie na kontynuowanie powyższego cytatu:

Głos z brzucha nie mógł znieść tych herezji i jął mnie dopytywać o szczegóły, ale szło mi ciężko z odpowiedziami.

– Czy twierdzisz, że poziom ufności albo skłonności do myślenia metafizycznego jest uzależniony od IQ? – zagadnął.

– A nie spotkałeś nigdy inteligentnych ateistów?

– Spotkałem.

– No i co? Byli wierzącymi ateistami?

– Nie, po prostu nie byli ateistami. Ateistą być może małpa, wąż, kartofel, ale człowiek nie. Wówczas straciłby człowieczeństwo. Ale nie może go stracić, bo było ono wcześniej niż jego mózg, myślenie i wszystkie kombinacje.

– Czyli ateiści nie wiedzą, że są wierzący?

– Nie, oni są po prostu głupi. Kategoria inteligentnego głupca jest tak samo uprawniona jak kategoria niewierzącego katolika. Głupota jest stanem ducha, a nie poziomu inteligencji. Głupi myśli, że jest ateistą. A jest po prostu tylko głupi.

– Zaraz przekombinujesz – powiedział brzuch i nadął się okropnie.

W tym miejscu zatrzymam cytowanie, gdyż dalszy ciąg mógłby zbulwersować przyszłego czytelnika. Bez akceptacji konwencji zastosowanej przez Pana w sygnalizowanej książce, miałby on prawo posądzić Pana o nadmierną swobodę językową, pełną braku szacunku dla poprawności politycznej. Z wdziękiem małpy przed lustrem okazuje ją Pan na każdej stronie.

Przedrzeźnia Pan rzeczywistość, kpi z siebie i współtowarzyszy w drodze do Itaki.

Akcja książki, jak w tragedii greckiej, dzieje się w ciągu jednego dnia, ale to nie jest ten gatunek literacki. Tragifarsa? Tak, z akcentem na „farsa”. Janusz Andrzejczak, pisarz i poeta z Torunia, który na okładce zachęca do przeczytania książki, pyta:

Czy przygnębia? Głupca przygnębia – na pewno.

Jerzy Binkowski