15 Kwi

Co robię, aby nie oszaleć?

Może nie dostrzegamy, że żyjemy w czasie błogosławionego rozwoju duchowego?

ROZDARCIE, ROZGORYCZENIE, ROZCZAROWANIE, GNIEW, OBURZENIE, NAPIĘCIE, NIEPOKÓJ, SMUTEK, ROZPACZ, ZAGUBIENIE, ŻAL, WŚCIEKŁOŚĆ, NIENAWIŚĆ, ROZEDRGANIE …

Oto wiązanka uczuć jakże niewygodnych, jakże trudnych, jakże niechcianych. Równocześnie coś mi podszeptuje, że nie są to uczucie niepotrzebne, zbyteczne, których powinienem się jak najszybciej pozbyć. Tak – mogą to być uczucia toksyczne, które mogłyby zatruć życie każdego człowieka, gdyby były uczuciami długotrwałymi. Takie uczucia utrudniają cieszenie się miłymi stronami życia: delikatną czułością wobec małych dzieci – dzieci naszych dorosłych już dzieci, ciepłem wdzięczności wobec żony, dumą z własnych osiągnięć zawodowych, radością modlitewnej kontemplacji w świątyni, poczuciem wspólnoty podczas liturgii w kościele…

Zatrzymując się na początku mego felietonu na egzystencjalnym wątku uczuciowym, pragnę podkreślić, iż na podstawie najnowszych wyników badań neuropsychologii oraz na podstawie mego doświadczenia życiowego  twierdzę, iż treść interpretacji zdarzeń i intelektualnych dywagacji uzależniona jest od  preferencji uczuciowych.

Bukiet uczuć zwerbalizowany w pierwszym zdaniu jest odnotowaniem rzeczywistości emocjonalnej. Przeżywając wyżej wymienione doznania, oszalałbym z powodu ich intensywności z jaką pojawiały się we mnie w minionych trzech latach. Oczywiście mam na uwadze pomieszanie z poplątaniem interpretacyjnym, jakie wystąpiło w naszej ojczyźnie po dramatycznych faktach śmierci Prezydenta Rzeczpospolitej wraz z Małżonką i 94 Osobami, które pielgrzymowały do Katynia, aby oddać hołd zamordowanym w 1940 roku – Polakom.

Jak sobie poradziłem z ogromną intensywnością niemiłych, niewygodnych uczuć?

Początkowo angażowałem się w stworzenie racjonalnego poglądu o zdarzeniach. Wokół rozbrzmiewały bardzo odmienne interpretacje a we mnie było jedno dominujące i integrujące uczucie: SZACUNEK wobec TAJEMNICY  ŚMIERCI. Respekt wobec nieuchronnego zdarzenia wraz z przyjęciem biblijnego przesłania o tym, że nikt nie zna dnia ani godziny…

Później coraz piękniejszą perspektywą stawało się przeświadczenie, że w gąszczu najbardziej odmiennych interpretacji to moim zadaniem jest dookreślenie swego stanowiska. Dlatego zacząłem zachłannie  czytać  tygodniki opinii, witryny internetowe, blogi i komentarze.  Po niedługim czasie zacząłem wybierać te źródła, które nie imitowały poszukiwań odpowiedzi wyjaśniających dramat pod Smoleńskiem. Zacząłem być dumny z uczestnictwa w kolejnych rocznicach i manifestacjach. Zaczęła  podobać mi się moja wnikliwość, mój krytycyzm.

Zacząłem dostrzegać obcą mi determinację i odwagę w dążeniu do jednoznaczności. Uwiodła mnie delikatna i krucha a jakże dynamicznie świadcząca o znaczeniu w naszym państwie realnego czynnika prawa i sprawiedliwości – Pani EWA STANKIEWICZ.

Coraz większa satysfakcja ogarniała mnie, gdy słuchałem osoby i czytałem autorów z kręgu „Gazety Polskiej”,  „Nowe Państwo”, „Uważam Rze”, „Rzeczpospolitej”, a potem „W Sieci”, „Sieci”, „Do Rzeczy”, „Idziemy”, „Gość Niedzielny”. W pewnej chwili dostrzegłem, że nie starcza mi już czasu na czytanie „moich gazet” od deski do deski, więc opanowałem technikę szybkiego czytania i tylko przeglądania mniej ważnych dla mnie wątków. Jednak pięknie zaskoczyła mnie obfitość ofert do myślenia oraz inspiracji do dyskusji ze strony, którą chętnie nazywam KONSERWATYWNĄ.

Zaskoczyło mnie pojawienie się współczucia wobec osób, co do których przypuszczałem, że kłamią, oszukują, manipulują. Dostrzegłem ich miotanie się i lęk przed przyjęciem odpowiedzialności. Pomyślałem, że i mnie samemu nie są obce ochoty do pokazywania się w lepszym świetle lub do skrywania swoich ciemnych stron charakteru czy „umykania” przed przyjęciem odpowiedzialności za własne, niekiedy omijające dobro wspólne, czyny.

Ze szczególnie wyostrzonym poczuciem humoru zacząłem spostrzegać dyskutantów w studiach telewizyjnych, którzy wszystko wiedzieli na pewno. Obserwowanie Profesora Nauk, który obraża innych i sam owego faktu, że obraża innych, nie dostrzega, stawało się lekcją pokory wobec  osobistej impulsywności oraz rodziło apel o dołożenie wysiłku nad dyscyplinowaniem własnej ekspresji.

Stwierdziłem też, że nigdy nie chcę uczestniczyć w zdarzeniach, w których mógłby zginąć Człowiek. Właśnie w takiej intencji, darowania mi doświadczenia, w którym mimo mej woli, mógłbym zabić drugiego człowieka, częściej się modlę do Anioła Stróża, niż to było kiedykolwiek w przeszłości.

Pozostaje kwestia sprawiedliwości według prawa.

W tym pozornie „przeklętym czasie” pokrętnej polityki rządu mojego kraju, pragnę zachować wiarę, że duchowy wysiłek mój, moich przyjaciół,  każdej ze stron sporów o dobro wspólne – także tych, których dzisiaj spostrzegamy jako wrogów, przyczyni się do pogłębienia poczucia wspólnoty państwowej. Ważne, aby każdy z nas robił swoje,  w ramach spostrzeganych przez siebie kompetencji zawodowych (profesja) i osobowościowych. Aby każdy z nas zaufał, iż różnorodność ma swój podstawowy, naturalny i pierwotny sens. Że jesteśmy wzajemnie sobie potrzebni. Że czas prawdę odsłoni. Że podstawowym prawem i sprawiedliwością jest miłość, ale nie jako abstrakcyjne hasło, lecz jako otwartość na przyjęcie drugiego człowieka takim, jakim jest, skoro JEST. Jakąż niesamowitą musielibyśmy odkryć ŁAGODNOŚĆ !

Może nie dostrzegamy, że żyjemy w czasie błogosławionego rozwoju duchowego?