20 Kwi

Skarb Państwa

Polscy kibice, fot. internet

Zaraza, zawirowania epidemiczne, zrujnują Skarb Państwa, usłyszałem. Czyżby?

 

Przypominam sobie ewangeliczne: „Gdzie skarb twój, tam i serce twoje”. Pomyślałem, że czas zarazy pozwoli mi dostrzec wiele ważnych spraw. Jedną z nich jest możliwość uważnego rozpoznania, na czym koncentruję swoje uczucia? Gdzie odnajdę swoje serce? W co zagłębiam się? Gdzie moje serce grzęźnie?

Moje serce ugrzęzło w nadmiarze informacji o naukowych poglądach na temat obrony przed zarażeniem. Szybko wybrnąłem z tego – ani to źródła „żywej wody”, ani „chłodnej mgły” wielorakich hipotez, wyliczeń, modeli rozprzestrzeniania się choroby. Żartobliwą syntezą problemu stała się w naszym domu dziecięca wyliczanka: „Na kogo wypadnie, na tego bęc”.

Dostrzegłem pomocną dłoń organizacji zwanej – Państwo Polskie. Błyskawicznie przylgnąłem do sugerowanych sposobów powstrzymania gwałtownego przyrostu zachorowań. Właśnie dobiega 40 dni. Kwarantanna. Przebywałem „na pustyni”, izolując się w swoim domu od wielu dziwnych nawyków, na przykład oglądania w telewizji meczów piłki nożnej, siatkówki, piłki ręcznej, czy późnonocnych walk bokserskich ze światowych ringów. Wstrzymałem szwendanie się po księgarniach. Przyjąłem jako swoją motywację sugerowaną przez koordynatorów walki o zdrowie nas – wszystkich obywateli państwa polskiego: „Dobrem wspólnym jest zdrowie i życie każdego z nas, każdego człowieka”.

Ponosiłem, oczywiście, i koszty. Ale jakże śmieszne były to trudy w porównaniu z radością uczestniczenia w samoobronie polskości. Na froncie salowe, pielęgniarki, lekarze i ratownicy. Kierowcy przeróżnych branż. Żołnierze Wojska Polskiego i Policji. Wszyscy jak saperzy. Zagrożenie śmiertelne, odwaga, ofiarność. Na zapleczu starsi, najmniej odporni. Mój wkład to trzymanie pyska (żeby głupio nie gadać, nie ględzić, nie mądrzyć się) i modlitwa w intencji tych, co na froncie. Codziennie o poranku w Łagiewnikach („Jezu, ufam Tobie”) a popołudniu Koronka do Bożego Miłosierdzia. Wieczorem Różaniec z Telewizją TRWAM, aby trwać w wierze i nadziei, pod opiekuńczym płaszczem Niepokalanej. Królowej Polski.

Doświadczyłem niebywałej satysfakcji wolnego gestu sięgnięcia po odkładaną do tej pory lekturę książki Vittorio Messori’ego Przemyśleć historię. Katolicka interpretacja ludzkiego losu. Zdążyłem także przeczytać prof. Wojciecha Roszkowskiego Roztrzaskane lustro. Upadek cywilizacji zachodniej . Czytam Dzieje Polski prof. Andrzeja Nowaka.

Wracam do wstępnego pytania, czy zaraza zrujnuje Skarb Państwa? Odpowiadam, że nie zrujnuje. Skąd ta pewność? Otóż dotarła do mnie w ostatnich tygodniach najpiękniejsza świecka dobra nowina. Dla katolickiego polskiego Rządu największym skarbem państwa nie są banki, hale produkcyjne, handel, samochody, urzędy, władza, synekury, kariery. Ich serce bije dla nas, Polaków. To my – Polacy – wszyscy razem i każdy z osobna, stanowimy sens ich szalenie oddanej pracy, ukierunkowanej na ratowanie życia polskich obywateli.

Tak. Każda śmierć, napawa nas niepokojem i żalem, choć wierzymy, że śmierć zmienia jedynie formę Życia. Katolicki Rząd Rzeczpospolitej Polskiej broni nas przed śmiercią, ponieważ ich serce rozpoznało największy skarb państwa polskiego – życie każdego z nas.

Gdyby Pan Stworzenia oddalił od swego stworzenia zarazę, poprzez wysiłki naukowców, wtedy przystąpimy do poszukiwania rozwiązań „gospodarczych” o nowym obliczu i nowych formach. Będziemy gotowi do wspierania działań na rzecz Skarbu Państwa, jako instytucji. Nasz kraj jest wspólnotą Polaków. Będziemy wtedy pamiętać, że w czasie wirusowego zagrożenia życia, nasze życia było największym skarbem państwa polskiego.

Wszystko, co napisałem nie oznacza, że nie dostrzegam zdrajców polskiego państwa.

Boże, chroń nas przed zdradą i zdrajcami.

10.04.2020r., w Wielki Piątek napisałem:

 

Uczniowie

Chłód przenikał poprzez sandały

Przytupem rozgrzewał lodowate stopy

Patrzył na iskry buchające ze smolnych szczap pinus nigra

Wirowały z dymem do światła odbitego w księżycu

 

Zimne dreszcze szarpały płuca

Kucnął blisko ogniska

Piekielne zimno dotarło do sinych warg

Zacisnął poły sukmany sznurem w pasie

 

Nie, nie, ależ, skądże

Nie znam tego człowieka

– i wybiegł z dziedzińca odszukać Judasza

 

10.04.2010.                     Jerzy Binkowski