10 Lut

Stepowanie ukrainne Wojciecha Kudyby

           Okładka książki

Trzymam w dłoniach najnowsze wydawnictwo Biblioteki „WIĘŻI”, książkę Wojciecha Kudyby „Nazywam się Majdan”. (Warszawa 2015, ss.160)

Wydawca umieścił na okładce rekomendację Profesora Aleksandra Fiuta: „Powieść – niepowieść Kudyby, nasuwająca skojarzenia z „Trans-Atlantykiem” Gombrowicza, napisana z odwagą i brawurą, z bólem i miłością, jest istotnym wkładem w zbliżenie obu naszych narodów i kultur”.

Jeśli uważamy Gombrowicza za wielkiego pisarza, to dlatego, że w sposób genialny potrafił on stworzyć język opisujący współczesny pseudo-świat z jego pseudoproblemami, odgrywanymi przez pseudo-ludzi z ich pseudo-psychologią, pseudo-logiką, pseudo-metafizyką.

Wojciech Kudyba przypomniał nam, w jaki sposób ironizował w swych tekstach Witold Gombrowicz, gdy pisał o problemach dotykających wartości najważniejszych i najpoważniejszych, które z samej swej natury są arcyboleśnie delikatne (np. ojczyzna – synczyzna). Można by zauważyć, że Wojciech Kubyba zaprezentowanym w swej książce wyrafinowaniem językowym i fluencją słowną dorównał, a może i przekroczył błyskotliwość i atrakcyjność językową „Mistrza”. Odnoszę wrażenie, jakby autor tańczył wśród pozostałości mowy „ludowej” oraz wśród meandrów  nadęcia i odcieni języka doktorantów akademickich. „Tańczy z braćmi”  wśród rekwizytów życia środowiska  wiejskiego i środowiska ekskluzywnie uniwersyteckiego. Bełkot zapitego chłopa i język snów zakochanego „akademika”(wielonarodowego, wielojęzykowego i wielowyznaniowego), niewiele się różnią.

Lęk przed patosem, ukryty w stylu pisania, zagwarantował autorowi dystans wobec bolesnych i wielowątkowych spraw dnia dzisiejszego w „ukrainnej” ziemi. Tym samym stworzył autor czytelnikowi barierę, która bardzo utrudnia dotarcie do ukrytej starannie za zasłoną żartu oraz ironii, mądrości –  i „ludowej” i „akademickiej”.

Styl Wojciecha Kudyby przypomina mi zachowanie tancerza, który na stopy wdział obuwie, charakterystyczne dla tzw. stepowania. Autor wystukuje zmienne rytmy, wiruje, akcentuje motyw wysiłku duchowego, aby to wszystko, co się dzieje – zrozumieć, zaś  czytelnik nabiera pewności, że tej wybuchowej mieszanki zrozumieć nie sposób.

Odnoszę wrażenie, że również taki był cel autora: nie lękajmy się faktu, że niewiele rozumiemy, natomiast naszym obowiązkiem jest zachować w każdych okolicznościach, choćby najbardziej dramatycznych, ludzką godność.

Moja godność – Majdan.                                                                                  

                                                                                  Jerzy Binkowski