Stoimy nad przepaścią %Jerzy Binkowski%
|

Stoimy nad przepaścią?

Wspólnym wysiłkiem zrobimy krok do przodu? A może cofniemy się o 500 lat? Może o 1050?

 

Stoimy nad przepaścią %Jerzy Binkowski%Na progu 2016 roku doświadczamy niewygodnego poczucia rozterki. Z jednej strony jest ogromna nadzieja w sens pogłębiania chrześcijańskiej tradycji. Z drugiej strony dostrzegamy możliwość bezgranicznego korzystania z cywilizacyjnych rozkoszy współczesnego świata: państwo bez granic i ludzie zachwyceni możliwością przekraczania wszystkich dotychczasowych ograniczeń moralnych i umysłowych.

W grudniowy wieczór sylwestrowy niektórzy Polacy poszli do świątyń, aby dziękować Bogu za mijający rok 2015. Śpiewaliśmy TE DEUM LAUDAMUS. To grupa ludzi wpisująca się w krąg wielowiekowej tradycji odnajdowania swej tożsamości także w modlitwie. Poczucie osobistej odpowiedzialności odnajdujemy i hartujemy, wybierając wartości, które objawia nam tradycja przynależności do dziedzictwa pokoleń: wyznawców wiary w Boga Wcielonego.

Jezus z Nazaretu – WIELKA TAJEMNICA WIARY.

Próby urzeczywistnienia wartości, które chrześcijaństwo przenosiło przez wieki, wyglądają niekiedy żałośnie i dramatycznie smutno a ludzi o pragnieniach wolności od wszystkiego denerwują postulaty i apele wytyczane przez zdrowy rozsądek i mądrość przeszłych pokoleń. Zdaje się, że niektórzy z nich mówią: „Żadne granice nie będą STOP-owały wolności w realizowaniu naszej wyobraźni i naszych potrzeb. Mamy prawo stanowienia prawa i mamy prawo stawania ponad prawem”. I rzeczywiście – niektórzy z nich mieli w kwestiach materialnych więcej, niż większość obywateli naszego państwa. Zarówno gdy uwzględnimy dostęp do zasobów materialnych jak i dostęp do narzędzi umożliwiających manipulacje.

Teraz ci „niektórzy” nie mogą pogodzić się z faktem, że zmiany, które zaszły w minionym roku, pomniejszyły ich do -„wolność”. Podkreślam, ludzie protestujący na ulicach, to nie są osoby, którym czegoś brakuje. To są osoby, które mają dużo i nie chcą podzielić się z tymi, którzy przez lata byli obywatelami drugiego planu. Przeanalizujmy – czy nam łatwo się pozbyć przyzwyczajeń?

My sami podtrzymujmy w sobie przekonanie, że wybory polityczne mijającego roku, dokonane dzięki nam, w swej intencji nie stanowią prób wyrównywania rachunków. My uczestniczymy w czymś nieporównywalnie większym, poważniejszym oraz bardziej zasadniczym: chcemy przywrócić w Ojczyźnie pełniejsze formy sprawiedliwości społecznej. Jest takie piękne słowo, które rodzi wzruszające uczucia. Jest nim słowo SOLIDARNOŚĆ. Ona – SOLIDARNOŚĆ – stanowić może szansę stworzenia wspólnoty państwowej i narodowej. Wspólnoty korzystającej z blasku i czystości światła emanującego ze słowa EMMANUEL. Jesteśmy zobowiązani do uszanowania każdego człowieka.

To szalone zobowiązanie. Minione wieki pokazały niewspółmierność i nieskuteczność prób konstruowania rzeczywistości społecznej przez chrześcijan, w stosunku do oczekiwanych owoców. Jednak hańbą i grzechem byłoby zrezygnowanie z marzeń o tworzeniu państwa-wspólnoty ludzi dobrej woli. Budowanie wspólnoty, o której mówił Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej Andrzej Duda w orędziu noworocznym, to zadanie wymagające ogromnych natężeń wyobraźni i odważnego trwania w decyzji, z zachowaniem prawa różnego i odmiennego w terminach, czasu dorastania do poczucia troski o państwo i odpowiedzialności za państwo, jako rzeczywistości równie dobrej dla wszystkich obywateli.

Osoby, które po raz pierwszy od wielu lat pokazały się na ulicach, aby protestować, wyszły z poczuciem żalu i krzywdy, że odbieramy im te przywileje, które nabyli prawem „zasiedlenia” czy nabytym prawem silniejszego, przez minione lata niesprawiedliwości. Prawdopodobnie są przekonani, że my teraz zastosujemy podobne mechanizmy, jakie oni stosowali, eliminując osoby światopoglądowo inne. Oni nie są w stanie w tej chwili zrozumieć, że my proponujemy zupełnie odmienną kategorię życia społecznego. Bezinteresownie.

My uczestniczymy w czymś nieporównywalnie większym niż ich i nasz interes. Chcemy dawać świadectwo wiary w sens sprawiedliwości i równych praw. Dlatego inteligentnie omijajmy składane na ulicy propozycje walki. Nie ma takiej kategorii rywalizacji.

Jaki może mieć sens walka starego zawodowego boksera wagi koguciej z pokoleniem zapalonych miłośników windsurfingu ?

Similar Posts