10 Cze

Święto radości w moim życiu trwa!

Hawaje, Karaiby – słoneczne wyspy na oceanach są piękne. Jeszcze piękniejsze i bardziej inspirujące jest nowo narodzone dziecko. Noworodek wzbudza powszechny zachwyt, entuzjazm, radość. Bierzesz w ramiona, najdelikatniej jak możesz, kruszynę zawiniętą w różowy kocyk i z twarzą zarumienioną od wzruszenia, z pełną gamą najdelikatniejszych uczuć w sercu – wpatrujesz się w maleństwo: główka, oczy, śmieszne uszka, nosek, usteczka… Cudowne! Cudownie nowe życie… Prawda? I nagle słyszysz poburkiwanie w małym brzuszku. Odchylasz maleństwo z zawiniątka, a tam – ogromna i ciemna plama tzw. smółki, ciemnej treści jelita noworodka. I dalej jesteś uniesiony zachwytem: oto cudownie doskonałe dzieło! Dziecko! I ponownie rozbrzmiewa śmiech oraz troskliwe gesty obmywania różowego ciałka. Ta radosna „służba” wobec rozwijającego się niemowlęcia będzie trwała. Jednak całodobowe czuwanie nie może nie być męczące. Sytuacja wymaga stworzenia systemu wzajemnego wspierania się dorosłych. Życie staje się sztuką godzenia i urzeczywistniania najróżniejszych potrzeb.

     Indywidualna potrzeba, głęboko osobista potrzeba  to ta, która musi zostać zaspokojona, aby osoba mogła zbliżyć się do poczucia pełni życia i jego sensu. Niekiedy trudno jest się przyznać do swoich potrzeb, zaś sposób zaspokojenia ich przynosi różnorakie rezultaty.  Ważne jednak jest, aby zauważyć, że problem matki i ojca nie brzmi: „Czy moje potrzeby będą zaspokojone?”, lecz „W jaki sposób moje potrzeby zostaną zaspokojone?”

     Od najmłodszych lat uczono nas lekceważyć swoje potrzeby, ostrzegając przed etykietką egoistów. Często nam samym wydaje się, że pomniejszenie znaczenia odczuwanych potrzeb i lekceważenie ich jest przydatne i rozsądne. Warto jednak zastanowić się nad sugestią, że lekceważąc własne potrzeby, nie będziemy się rozwijać. Otóż, jeśli marzysz o wykorzystaniu w pełni swojego potencjału i nie chcesz doświadczyć dramatycznego poczucia wypalenia, musisz mieć potrzeby! Warto być „egoistą” w sposób, który nie spowoduje wyobcowania od otoczenia i nie zmniejszy twojej wartości w oczach najbliższych. Linda Berens pisze:  „Potrzeby stanowią… siłę napędową. Osoby świadomie lub podświadomie poszukują sposobów zaspokojenia swoich potrzeb. Kiedy te potrzeby zostają zaspokojone, osoby tryskają energią i pogodą ducha. W przeciwnym wypadku doświadczają uczucia apatii, niezadowolenia i wewnętrznego napięcia”. Udzielmy sobie przyzwolenia na odczuwanie głęboko osobistych potrzeb a stanowić to będzie źródło fantastycznej energii i wytrwałości w pomocnym funkcjonowaniu wobec dziecka.

     Wielokrotnie i wciąż próbuję odkryć tę chwilę w życiu rodziny, w której zmniejszyło się lub zgasło  w rodzicach początkowe wzruszenie, czułość i delikatność,  i co pozwoliło  po raz pierwszy użyć wobec rozwijającego się malucha –  karcącego krzyku, grożenia w intencji  ukarania czy w końcu, „wychowawczego” klapsa.

    Przypuszczam, że wiele napięcia w rodzinach wychowujących małe dzieci rodzi się wtedy, gdy rodzice pragnąc być dobrymi rodzicami, zrezygnowali z wykorzystania własnej wyobraźni poszukującej form zaspokojenia głęboko osobistych potrzeb. Zadań rodzicielskich jest ogrom. Sprostać im można w różnym stylu. Ja opowiadam się za „energią odnawialną”: idę do mojej wnuczki, aby zaspokoić swoją potrzebę radości życia. Ona zachowuje się tak, jakby uwielbiała moje szerokie ramiona i jakby była ze mną szczęśliwa. W tym roku nie musimy wyjeżdżać na Hawaje czy Karaiby.