30 Kwi

Szczęśliwa wina – FELIX CULPA

Tajemnica niepełnosprawności dotyczy każdego człowieka bez wyjątku. W pełni sprawni wydają się dziecku jego rodzice, później także księża i nauczyciele. Te grupy dorosłych mają szczególną szansę oddziaływań wychowawczych. To oni mogą przybliżyć dziecko do odkrycia podstawowej prawdy o sobie: prawdy osobistej niepełnosprawności.

Czy istnieje sposób na przekazanie rzeczywistości o wewnętrznym rozdarciu?

Ja i ty jesteśmy częścią ziemi i nieba. Jesteśmy rozpięci między światłem i ciemnością. Jesteśmy rozdarci pomiędzy dobrem i złem, szlachetnym i podłym, pomiędzy Bogiem i człowiekiem. Możemy wybierać dobro, zaś łatwiej wybrać zło. Czy to człowiek jest krzyżem?

Jakże dramatyczne, bo głęboko fałszywe, jest życie osoby przekonanej, że przynależy do Boga samego, gdyż wyzbyła się już wszystkiego, co ziemskie. Jednakże to jest jedynie iluzją, wyobrażeniem, w jakie wkrada się pycha, nakłaniająca go do wywyższania się ponad wszystko, co ziemskie. Jakże łatwo popaść w to kłamstwo osobom spełniającym funkcje wychowawcze, przywódcze, kapłańskie…

Ziemia, na której wznosi się krzyż, to moja natura, moja indywidualna historia, to ja taki, jaki stałem się dzięki moim rodzicom, wychowaniu. Do tej „ziemi” należy mój „cień” — wszystko to, czemu nie sprostałem, co tłumię, ukrywam, co mnie złości, o czym najchętniej zapomniałbym, przeciw czemu chętnie protestuję, ponieważ rani moje wyobrażenie o mnie samym.

Anselm Grün w książce „KRZYŻ — symbol odkupionego człowieka” pisze, że pionowa belka, która wznosi się ku niebu, jest tą samą, która tkwi w ziemi, i że kierujemy się ku niebu, będąc zakorzenionymi w ziemi. Jako dotknięci ciemnością, musimy otworzyć się na światło, jako obciążeni namiętnościami i grzechem — szukamy Boga. Nikt nie może uwolnić się od tego napięcia. To napięcie trzeba nieustannie przeżywać, gdyż ono stanowi istotę osoby dążącej ku Pełni.

Belka pozioma to znak naszego miejsca we wspólnocie. Nikt z nas nie może istnieć sam dla siebie. We wszystkim podlegamy wpływom innych, a naszym istnieniem oddziałujemy na świat wokół nas. Krzyż zachęca do wyjścia poza naszą stronniczość, zaprasza do zaprzestania nieustannej koncentracji na sobie. Wzywa, by być solidarnym ze wszystkimi ludźmi. Gdy wyciągamy swoje ramiona na kształt krzyża, czujemy tę otwartość i solidarność. Nie zachowujemy siebie dla nas samych, pozwalamy innym zbliżyć się, pozwalamy, by inni nas ranili. Stojąc z ramionami rozpostartymi jak ramiona krzyża, jesteśmy bezbronni.

Krzyż wnosi porządek w naszą sprzeczną naturę. Pomaga zbliżać się ku Pełni poprzez łączenie przeciwieństw, poprzez akceptację naszego rozdarcia, naszych ran, przez które przenika przemieniająca nas i uświęcająca miłość Boga.

Mając w pamięci Krzyż zwiększamy szansę życia prawdziwie po ludzku. Tajemnica Życia Wiecznego zawarta w śmierci sprzyja pomysłom życia w każdym momencie. Śmierć pomaga pamiętać, że decyzje podejmowane każdego dnia niosą wieczne skutki. Uczy ona traktować poważnie czas, który w wymiarze ziemskim jest ograniczony. Możemy więc zastanawiać się, co chcemy po sobie zostawić: ślady miłości czy gniewu i nienawiści, miłosierdzia czy brutalności i chamstwa, natężenia życzliwej uwagi czy rozproszenia. Jak wpływamy na innych? Twórczo czy destruktywnie? Czy uczymy akceptować, czy osądzać i odrzucać?

Jestem pewien, że szczególnie ważnym dla współczesnego chrześcijanina jest pogłębianie rozważań o znaczeniu krzyża — zarówno w aspekcie teologicznym jak i psychologicznym a także społecznym. Co zrobić, aby zaakceptowany, przyjęty KRZYŻ obecny był w moich myślach, w mojej mowie i w moich uczuciach?

Może podejmę post od gniewu? Przyjmę napięcie związane z faktem, że zdarzenia toczą się nie tak, jak pragnąłbym i ludzie zachowują się inaczej niż ja życzyłbym sobie? Może najciekawsze jest to, co jest?

Może podejmę post od narzekania? Może to tylko moja choroba naśladowania zachowań ludzi, którzy z nieznanych mi przyczyn, nie zachowali nadziei?

Może podejmę post od osądzania innych? Może to nie najlepszy sposób na wyodrębnianie się, wywyższanie się? A po co mi naprawdę wywyższanie się? Czyżbym nie wierzył, że Bóg obdarzył mnie i każdego innego człowieka Łaską — swoją miłością i pragnie naszej różnorodności?

Może podejmę post od upadania na duchu, od smutku, uczucia żalu do innych, goryczy? Może to tylko fatalna moda osób uzależnionych od wygody, komfortu i przyjemności? Może to tylko wymówka przed podjęciem jeszcze bardziej oddanej najbliższym pracy, ucieczka przed trudem i „ryzykiem” zawierzenia Bogu w rozwiązania Boskie?

Może to dzięki moim słabościom i trudom życia przylegam tak serdecznie do Pana Życia i Śmierci?