dobra zmiana %Jerzy Binkowski%

Ważne decyzje przed nami!

Ciągle podstawowe decyzje przed nami: czy chcemy prawdziwie uczestniczyć w polskich dobrych zmianach ?!!!

„DOBRA ZMIANA” pozostanie jedynie hasłem dopóty, dopóki nie zdecyduję się osobiście w niej uczestniczyć. Każdy z nas jest inny i dlatego życie w kraju dobrej zmiany wymaga osobistej przemiany, osobistego zaangażowania. Mnie najbardziej fascynuje i czasami przeraża fakt, że niewiele rozumiem. Zaczynam więc przemianę od wstrzymywania się w osądach.

Dlaczego niektóre zachowania wzbudzają we mnie gniew i oburzenie? Dlaczego uważam, że lepiej byłoby, gdybyśmy byli bardziej jednomyślni? Dlaczego martwię się, gdy słyszę, że naród jest podzielony? Dlaczego przytłacza mnie spostrzeżenie, że nawet w najbliższej rodzinie przemilczamy niektóre wątki i wstrzymujemy się od opowiedzenia się po jednej stronie sugerowanego przez Internet, telewizję i radio – sporu?

Czyżby komuś zależało na podsycaniu oburzenia? Czyżby pomysł na chaos był urzeczywistnianiem wojny? Osłabić wroga! Ale kto wypowiedział mi wojnę? Kto dezintegruje i osłabia moją duchową tożsamość?

Wiem! Moim wrogiem jestem ja sam. Jestem wygodny! Gdy „świat” nie sprzyja moim oczekiwaniom i potrzebom – oburzam się. Wyrażam swoje niezadowolenie, ponieważ „świat” powinien sprzyjać moim oczekiwaniom i potrzebom, prawda?

Gdybym miał ugruntowany własny sposób myślenia, osobisty „światopogląd” o złożonym współczesnym świecie, nie zachowywałbym się jak przestraszony „piesek wielorasowy” (kundel) i nie oburzałoby mnie, że ktoś obok demonstracyjnie obwieszcza swoje, odmienne od moich, poglądy. Najprościej i co tu ukrywać – najwygodniej (bo odruchowo) jest mi odszczekać. Warczę. Walczę. Przecież nie jestem tchórzem. Jestem „kimś”, kto sprowokowany ujadaniem, odpowiada szczekaniem. Nie zauważam, że wchodzę na tzw. „ubitą ziemię”, której twardość i charakter określił ten pierwszy. Czy naprawdę na wszystkim się znam? Czy już naprawdę wszystko rozumiem?

Pani Agnieszka Kołakowska w najnowszej książce pt. „Plaga słowików”, wydanej przez Teologię Polityczną (Warszawa 2016, ss.310), w nieco odmiennym kontekście, tak pisze:

„Swoboda wypowiedzi jest jedną z najważniejszych podstaw naszych zachodnich demokracji; ale prawo do wolnej wypowiedzi nie jest prawem do nie-bycia obrażonym. Nikt takiego prawa nie ma. Nie tylko muzułmanie muszą to zrozumieć. Bo nie tylko „religia pokoju” i jej obrońcy na lewicy domagają się praw przeciwko bluźnierstwu; domagają się ich także niektórzy chrześcijanie.” W kolejnym akapicie Agnieszka Kołakowska pisze:

„To zrozumiałe: można bezkarnie wyśmiewać chrześcijaństwo, wystawiać najobrzydliwsze szydzące z chrześcijaństwa przedstawienia, rzeźby, dzieła sztuki, i być chwalonym za odwagę i obronę wolnego słowa, nic nie ryzykując, podczas gdy szydząc z islamu, ryzykuje się śmiercią. Ale prawo przeciwko bluźnierstwu nic by nie załatwiło. Nie mówiąc o prawach zakazujących „mowę nienawiści” – to znaczy wszelkie wyrazy tego, co nie politycznie poprawne.”

Chcę inaczej. Gdy odpowiadam na doświadczane zło jedynie oburzeniem i powołuję się na prawo uszanowania moich wartości religijnych, wzbudzam jedynie „pianę”. Nie chcę więc, zachowywać się jak podwórkowy „kundel”. Instynktowna reakcja obronna jest zrozumiała, ale niegodna.

Radykalną odpowiedzią jest moje pełne zaangażowania myślenie o dobru wspólnym:

1.nie krzywdzę,

2. mam odważne serce – współczuję.

Radykalizm niech dotyczy mnie samego – moich reakcji i mego pragnienia uczestniczenia prawdziwie w dobrej nowinie o miłosierdziu i ZBAWIENIU. Chcę przyjąć zobowiązania, które nakłada na mnie określenie – katolik.

Czy naprawdę chcę?

 

Similar Posts