13 Maj

Żyd imieniem Noe

Przypomnijmy, że słowo EDUKACJA wywołuje krąg skojarzeń z takimi pojęciami, jak wychowywać, dokładnie oznajmiać, gruntownie nauczać, zabierać ze sobą, wydobywać, odsłaniać, odkrywać, sprawiać, dokonywać, wydawać z siebie, wypuszczać. Gdyby mury szkół mówiły, co powiedziałyby o uczniach, nauczycielach, rodzicach, o dyrektorach i zarządzających???

W tzw. murach szkolnych kryje się wielka tajemnica spełnienia i absurdu, szczęścia i rozpaczy, współpracy i samotności, zaangażowania oraz nudy i abnegacji, twórczych uniesień i buntowniczej pustki, wielkoduszności, serdeczności, czułości i barbarzyńskiej agresji, błogosławionej ciszy i męczącego wrzasku.

Czego nauczyliśmy się w ciągu dwu tysięcy lat historii Europy? Co wydobędziemy i utrwalimy z kultury i duchowości świata?

W kolejnych epokach historii świata odcisnęli swój ślad różni przywódcy. Bardzo różne idee krążyły w głowach ludzi. Jedną z najbardziej fascynujących mnie postaci jest Żyd imieniem NOE. Stanowi on symbol przywódcy NAWIGATORA. Potrafi odczytać znaki, mobilizuje się do pracy, mimo że ta praca w oczach współczesnych mu ludzi wydaje się dziwactwem. Po co budować łódź, i to tak wielką, gdy świeci słońce a morze jest tak daleko? Noe, jak każdy dobry nawigator, musiał być osobą przewidującą, przezorną i z wyobraźnią. Z pewnością szukał odpowiedzi na pytania, co jest najważniejsze i niezbędne podczas wyprawy i jak długo może ona trwać. Trzeba mieć wystarczającą ilość jedzenia i orzeźwiającej, zdrowej wody pitnej itd., itp.

Przywódca – nawigator musi wyprowadzić statek na głębokie wody, na pełne morze, bo jeśli będzie się trzymał zbyt blisko brzegu, wpadnie na mieliznę. Musi mieć odwagę oddalenia się od brzegu, który jeżeli jest widoczny, pomaga zorientować się, w jakim miejscu znajduje się statek jednak fakt ten uniemożliwia wtedy odkrycie nowych lądów, nowych pejzaży, nowych możliwości. Gdy ląd zniknie z oczu, nawigator zaczyna kierować się znakami czytelnymi jedynie dla niego. Niektórzy nigdy nie wypływają na pełne morze. Trzymają się kurczowo przestarzałych formuł i boją się komukolwiek narazić.

Jeśli nie podejmiemy ryzyka wypłynięcia na pełne morze, nie stawimy czoła trudnym decyzjom i nie podejmiemy wezwań, jakie stawia przed nami współczesność, to prędzej czy później ugrzęźniemy na mieliźnie.

Co chcemy, jako wspólnota lokalna, osiągnąć, aby nie błąkać się po oceanie, nie dostrzegając sensu własnej pracy, swojego trudu?

Mamy to szczęście płynąć w łodzi pod przewodnictwem nawigatora, któremu na imię Jan Paweł II. On, wśród wielu wspaniałych słów powiedział także: „Nową jedność Europy winniśmy budować na tych duchowych wartościach, które ją kiedyś ukształtowały, z uwzględnieniem bogactwa różnorodnych kultur i tradycji poszczególnych narodów”.

Czy którykolwiek z nauczycieli Karola Wojtyły mógł kiedykolwiek przypuszczać, przewidywać rolę, jaką przyjdzie zagrać jego uczniowi? Człowiek wschodnich rubieży chrześcijaństwa rzymskiego wprowadził zachodni świat w XXI wiek.

Osoba Karola Wojtyły pozwala mi odkryć, że w popularnym haśle mówiącym o integrującej się Europie, tkwi merytoryczny błąd. Tu nie idzie o zintegrowanie się Polaków z Europą. Tu chodzi o to i najważniejsze jest, abyśmy sami się wewnętrznie zintegrowali. Jako osoby wewnętrznie zintegrowane, pójdziemy z oczyma i sercem szeroko otwartym na spotkanie ludzi Europy zachodniej i całego świata. Co więc znaczy pojęcie „zintegrowany”? Znaczy: nietknięty, nienaruszony, nieposzlakowany, nieskażony, nie zmniejszony, nie uszczuplony, nieskazitelny, niezepsuty, niewinny, nieprzekupny, bezinteresowny, prawy, całkowity, zupełny. Za takim człowiekiem, za taką osobą będą się ludzie oglądać, przy takiej osobie będą się zatrzymywać, taką osobę będą pragnęli mieć swoim przywódcą, pasterzem, liderem, wychowawcą, nauczycielem, ojcem. Taki człowiek potrzebny jest światu w każdym miejscu i w każdym czasie.

W takiego człowieka warto inwestować całe swoje życie.